Robert Kubica ma pecha do awarii sprzętu. Tak było w teamie F1 BMW Sauber, tak jest też w Renault. Na szczęście, na razie tylko w samochodzie rajdowym.
Polski kierowca wykorzystuje przerwę w sezonie F1, by dla rozrywki próbować sił w rajdach. Swój trzeci w życiu, Rallye du Var, ukończył wczoraj na 29. miejscu w klasyfikacji generalnej. Bardziej niż z czasem, Kubica i jego pilot Michał Kuśnierz, walczyli z usterkami. Czasami były one tak błahe, jak zaparowana przednia szyba. Coś, z czym o tej porze roku kierowcy na polskich drogach radzą sobie najwyżej w kilka minut.
– Padał ulewny deszcz, szyba zaparowała, widziałem praktycznie tylko lewe zakręty. W tej sytuacji musiałem jechać jakieś bardzo wolno – powiedział Polak po jednym z niedzielnych oesów. W piątek i sobotę problemem jadącej Renault Clio R3 Maxi załogi były hamulce.

– Bardzo szybko przegrzewały nam się przednie tarcze. Musieliśmy jechać naprawdę wolno. Na początku uznaliśmy, że to wina dodatkowych lamp, które zasłoniły wlot powietrza. Okazało się, że zawiodła dźwignia do regulacji balansu – relacjonował Kubica.
Gdy z rajdówką Renault było wszystko w porządku, polska załoga notowała na odcinkach specjalnych czasy w okolicach dwudziestego miejsca.
Bezkonkurencyjny w Rallye du Var okazał się sześciokrotny mistrz świata Sebastien Loeb, który wyprzedził drugą załogę o niespełna dwie minuty (przewaga byłaby większa, gdyby nie błąd jego żony, która gościnnie „robiła” z a pilota). Kubica stracił do Francuza ponad 16,5 minuty.
Biorąc pod uwagę problemy techniczne, 29. miejsce Kubicy w „generalce” Rajdu du Var i 11. w klasie R, to dobry wynik. Dla porównania 4-krotny mistrz F1 Alain Prost w 1982 roku w ogóle nie ukończył tej imprezy.
Brak komentarzy...