Jest szansa, że pobierana od 2006 roku opłata recyklingowa w wysokości 500 zł od każdego sprowadzonego do kraju samochodu osobowego będzie podlegała zwrotowi. Komisja Europejska zakwestionowała bowiem zasadność jej nałożenia.
Opłata recyklingowa została wprowadzona z dniem 1 kwietnia 2006 roku. Opłata w wysokości 500 zł trafia na konto Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Morskiej. Podlegają jej osoby fizyczne sprowadzające rocznie do kraju poniżej 1.000 pojazdów. Z kolei producenci i importerzy, którzy w ciągu roku wwożą do Polski powyżej tysiąca samochodów od tej opłaty są zwolnieni, jednak są zobowiązani do stworzenia sieci stacji demontażu i zbierania pojazdów.
Już wkrótce może się jednak okazać, iż opłata recyklingowa będzie kolejną z opłat nałożoną przez nasze państwo, która jest niezgodna z prawem unijnym (przypomnijmy tylko akcyzę od sprowadzanych aut oraz opłatę za wydanie karty pojazdu). Komisja Europejska doszukała się bowiem niezgodności polskich przepisów z unijną dyrektywą, wg której to na producentach oraz importerach leży konieczność zadbania o stworzenie stosownej sieci demontażu pojazdów wycofanych z użytkowania.
Czy istnieje więc szansa na odzyskanie 500 zł opłaty od sprowadzonego auta? Jak na razie pojawiło się jedynie światełko w tunelu, jednak bardzo wątpliwe jest, by nasze władze zgodziły się bez walki na zwrot tej kwoty. Łącznie bowiem na konto Funduszu trafiło już ok. 1,7 mld zł i gdyby okazało się, iż cała ta kwota, bądź nawet jej spora część, będzie musiała zostać zwrócona, byłoby to spore obciążenie dla budżetu państwa.
Resort środowiska będzie najprawdopodobniej próbował dogadać się z Komisją Europejską. Raczej nie wchodzi w rachubę skierowanie sprawy do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, gdyż jak pokazuje historia, w tego typu przypadkach ETS orzeka najczęściej na niekorzyść państw. W przypadku dobrowolnej rezygnacji z nakładania opłaty recyklingowej w obecnej postaci strona polska będzie oczekiwać, iż nie będzie zmuszona do zwrotu już pobranej opłaty. Tym samym prywatni importerzy nie mieliby co liczyć na odzyskanie 500 zł.
W.T.