Są zmotywowani, dyspozycyjni i mobilni. Pracują, by zarobić. Ich postawa wobec pracodawcy nie jest roszczeniowa, a wymagania finansowe nie są wygórowane. Robotnicy z Azji i Europy Wschodniej szukają w Polsce swojego Eldorado.
W dobie spowolnienia gospodarczego i rosnących kosztów zatrudnienia wielu przedsiębiorców zachodzi w głowę, jak przetrwać recesję i jednocześnie ocalić miejsca pracy w firmie. Zasoby ludzkie to kluczowy element, ponieważ od pracowników zależy, czy firma będzie się rozwijać, jak będzie postrzegana na rynku oraz na ile efektywnie będą wykorzystywane pozostałe jej zasoby. Powszechnie wiadomo, że redukcja zatrudnienia to miecz obosieczny – przynosi oszczędności na krótką metę. Bez pracowników nie ma przecież firmy.
Wydaje się, że nie można oszczędzić na zatrudnieniu, kiedy trzeba opłacać ZUS, prowadzić zawiłą dokumentację personalną, zajmować się administracją pracowników i wywiązywać się ze zobowiązań prawnych. Konsekwencji wszystkich tych procedur można jednak uniknąć, decydując się na współpracę z firmą zewnętrzną. Partner, który specjalizuje się w rozwiązaniach kadrowych (najczęściej jest nim agencja pracy tymczasowej), dostarcza klientom doświadczonych i wykwalifikowanych pracowników w ramach usługi leasingu pracowniczego lub alternatywnie usługi eksportowej. Zajmuje się całym procesem rekrutacji i bierze na siebie większość papierkowej roboty. Jeśli przedsiębiorca decyduje się na cudzoziemców, tych korzyści jest znacznie więcej.
Zapotrzebowanie rośnie
Na polskim rynku działają agencje (np. K&K Selekt, EastWestLink, Alter FM Partners, GP People czy Promopol) pozyskujące siłę roboczą z Ukrainy, Rosji, Mołdawii, Białorusi, Turcji, Chin i Nepalu. We wszystkich tych krajach koszty kadrowe są dużo niższe niż u nas, dlatego dzięki zagranicznym pracownikom polskie przedsiębiorstwo jest w stanie oszczędzić na zatrudnieniu nawet 40%.
Nie dziwi więc fakt, że z roku na rok liczba zezwoleń na pracę dla obcokrajowców wzrasta. Według danych Departamentu Migracji Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, w 2007 r. było ich ponad 12 tys., rok później 18 tys., a w pierwszej połowie 2009 r. – 14,8 tys. Jak pokazują statystki, potrzeby pracodawców są jednak znacznie większe. W 2007 r. zgłosili oni ponad 23 tys. oświadczeń o zamiarze zatrudnienia cudzoziemców, rok później liczba zgłoszeń przekroczyła 156 tys., a tylko pierwszym półroczu 2009 r. – zanotowano 124 tys. zgłoszeń.
Największe zapotrzebowanie jest na robotników z Ukrainy, Białorusi i Rosji, poszukiwanych do pracy w rolnictwie, budownictwie i przemyśle. – Leasing obcokrajowców dla wspomnianych branż pozwala uzupełnić brakujące kadry, obniżyć koszty pracy oraz zdyscyplinować załogę – mówi Tomasz Szklarski, doradca zarządu ds. rozwoju i inwestycji w Alter FM Partners, agencji rekrutującej pracowników z Nepalu.
Na początku polscy przedsiębiorcy przeważnie zatrudniają niewielkie grupy obcokrajowców, ale szybko zauważają ich potencjał i z czasem decydują się zwiększyć liczbę zagranicznych pracowników. – Ukraińcy, których przyjęliśmy do pracy, okazali się doświadczonymi spawaczami. Są zmotywowani, dyspozycyjni i mobilni. Na Ukrainie mają swoje rodziny, dlatego pracują, by zarobić – mówi Grzegorz Mielcarz z rzeszowskiej spółki produkcyjno-usługowej. – Ich postawa nie jest roszczeniowa, a wymagania płacowe – niewygórowane. W przyszłym roku też skorzystamy z leasingu pracowniczego. Zastanawiamy się nad kolejną grupą monterów z Białorusi – dodaje.
Za opcją leasingu pracowniczego przemawia wygoda. Agencja pracy tymczasowej przejmuje na siebie obowiązki związane z procesem rekrutacji, obsługą kadrową, płacową i ubezpieczeniową robotników z zagranicy. Zajmuje się kwestiami formalno-prawnymi, takimi jak wizy czy zezwolenia na pracę, które zmierzają do legalizacji pobytu obcokrajowca w Polsce. Przedsiębiorca otrzymuje w ustalonym wcześniej trybie fakturę VAT, a stałym klientom agencje oferują odroczone płatności, np. na 30 dni, co może znacząco wpłynąć na płynność finansową danej firmy. Przedsiębiorca nie musi obawiać się też różnic kulturowych czy językowych – w wielu przypadkach agencje oferują opiekę obcojęzycznego koordynatora. W ramach umowy leasingowej klient otrzymuje robotnika gotowego do podjęcia pracy.
Co ważne, menadżer, który zdecyduje się na usługę leasingu pracowniczego, nie kupuje kota w worku. Agencja gwarantuje, że jej pracownicy to doświadczona i wyspecjalizowana kadra. – Nasi klienci mogą sprawdzić kwalifikacje każdego rekrutowanego przez nas pracownika podczas bezpłatnego, dwutygodniowego okresu próbnego. Ponadto gwarantujemy utrzymanie liczby zatrudnionych osób, a w przypadku niezadowolenia z pracownika zapewniamy bezpłatne zastępstwo – wymienia zalety leasingu Andrzej Korkus, prezes agencji EastWestLink. – Kadra z krajów Europy Wschodniej i Azji, którą rekrutujemy, jest efektywna, zmotywowana i zdecydowanie tańsza – podkreśla.
Leasing pracowniczy podlega ustawie z dnia 9 lipca 2003 r. o zatrudnianiu pracowników tymczasowych. Aby z niego skorzystać, wystarczy podpisać umowę z agencją pracy czasowej. Po podpisaniu umowy agencja najczęściej zatrudnia pracowników z Europy Wschodniej lub Azji na umowę o pracę na czas określony lub na czas wykonania określonego zadania. Zatrudnienie na umowę zlecenie jest również możliwe, ale tylko w przypadku, gdy pracownik nie wykonuje pracy w stałych godzinach i pod stałym nadzorem innego pracownika Do zadań agencji, poza podpisaniem umowy z pracownikiem leasingowym, należy ewidencja czasu pracy oraz udzielanie zgody na wykorzystanie urlopu wypoczynkowego w wymiarze dwóch dni za każdy przepracowany miesiąc.
Za korzystanie z usługi leasingu pracowniczego agencja pobiera wynagrodzenie, które najczęściej jest kalkulowane w oparciu o stawkę procentową wynagrodzenia pracownika. Przy rekrutacji większej liczby pracowników istnieje przeważnie możliwość negocjacji ceny
(Źródło: EastWestLink)
Tańsza nie znaczy gorsza
– Obniżenie kosztów produkcji nie musi automatycznie wiązać się ze spadkiem jakości towarów. Wręcz przeciwnie – twierdzi Katarzyna Pawełek, customer service manager w K&K Selekt Group, firmie specjalizującej się w prowadzeniu międzynarodowych projektów HR. – Produkcja odbywa się na terenie naszego kraju, więc prowadzona jest zgodnie z europejskimi standardami kontroli jakości – zaznacza. Z roku na rok rośnie więc liczba klientów zadowolonych z obsługi i liczba oświadczeń o zamiarze zatrudnienia cudzoziemców ze strony firm pozyskujących kadry z zagranicy. W drugiej połowie 2007 r. takich zgłoszeń było 730, w 2008 r. – już 10,5 tys., a w pierwszym półroczu 2009 r. – ponad 6,6 tys. oświadczeń. W tym roku do grona Ukraińców, Białorusinów i Rosjan dołączyli obywatele Mołdawii – jako ci, o których coraz bardziej zabiegają polscy pracodawcy.
Chińczyk na budowie
Oprócz robotników z Europy Wschodniej, polscy przedsiębiorcy starają się pozyskać także kadry z Azji. Jak wynika z danych Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, w pierwszym półroczu 2009 r. przyjechało do naszego kraju 350 obywateli Chin w celu realizowania usług na rzecz polskich firm. Chińczycy to w większości wyższa kadra kierownicza, eksperci i doradcy oraz wykwalifikowani robotnicy. Pracują przeważnie w firmach zlokalizowanych w woj. mazowieckim, pomorskim oraz wielkopolskim.
– Firmy, które decydują się na współpracę z Chinami, mają na względzie redukcję swoich kosztów, zmniejszenie problemów z rotacją pracowników oraz liczą na pozyskanie wykwalifikowanych i rzetelnych usługobiorców – tłumaczy Katarzyna Pawełek. Z przeprowadzonego w sierpniu 2009 r. przez K&K Selekt badania dotyczącego planowanego zatrudnienia w branży budowlanej i drogowej wynika, iż ponad połowa ankietowanych firm poszukuje wykwalifikowanych i doświadczonych pracowników. Jednocześnie większość pracodawców skarży się na braki kadrowe na polskim rynku pracy. – Takim przedsiębiorstwom polecamy współpracę z chińskimi firmami prowadzącymi bliźniaczą działalność. Efektem jest wykonywanie przez azjatyckich specjalistów usługi eksportowej na rzecz polskiego pracodawcy – mówi Katarzyna Pawełek.
W ramach usługi eksportowej polski przedsiębiorca nawiązuje współpracę z firmą zagraniczną o zbliżonym profilu działalności. Projekt polega na delegowaniu pracowników z zagranicy do pracy na rzecz polskiej firmy. Taki układ eliminuje problem rotacji pracowników, powoduje redukcję kosztów produkcji i sprzyja wymianie doświadczeń między firmami. Chińskie konsorcja budowlane mają spore doświadczenie zdobyte m.in. w przygotowaniach do olimpiady w 2008 r. Przez siedem lat zrealizowano w Pekinie wiele inwestycji: zbudowano cztery dzielnice biznesu, dziesięć dróg przelotowych, pięć linii metra i sześć obwodnic. W prace zaangażowano miliony robotników i wydano ok. 40 mld dolarów. – Warto wykorzystać zdobytą przez Chińczyków wiedzę i doświadczenie. Zachęcamy polskie firmy budowlane i drogowe, które są zaangażowane przy inwestycjach związanych z Euro 2012, do współpracy z Azjatami jako podwykonawcami – przekonuje Katarzyna Pawełek.
Czasowe ograniczenia
Nie ulega wątpliwości, że robotnicy z Chin czy kierowcy z Mołdawii to dobra alternatywa dla firm poszukujących ludzi do wykonania konkretnego projektu w określonym terminie. – Z usługi leasingu pracowniczego najczęściej korzystają firmy, w których występuje wyraźna sezonowość produkcji czy usług i w związku z tym istnieje konieczność dostosowania zatrudnienia do potrzeb rynku. Przykładem mogą być fabryki i supermarkety, gdzie w okresie przedświątecznym znacznie wzrasta potrzeba zatrudnienia większej liczby osób – mówi Andrzej Korkus.
Na zatrudnianie obcokrajowców decydują się też firmy, których pracownicy etatowi nie mają odpowiednich kwalifikacji bądź zezwoleń na wykonywanie pewnych czynności, a także spółki notowane na giełdzie, które ze względu na wskaźniki zysku muszą mieć pewną liczbę zatrudnionych osób.
Wyleasingować można specjalistów z niemal każdej branży: budownictwa, produkcji, rolnictwa, przemysłu, transportu, gastronomii, szkolnictwa, farmacji, meblarstwa, IT, hotelarstwa a nawet służby zdrowia. Jedyne ograniczenie, które mogą napotkać pracodawcy, to regulowany prawnie maksymalny czas zatrudnienia „wypożyczonego” pracownika. Pracownik leasingowany może wykonywać pracę na rzecz firmy najwyżej przez 12 miesięcy w okresie kolejnych trzech lat. Wyjątkowo, gdy realizuje on zadania w zastępstwie nieobecnego pracownika, wówczas może świadczyć usługę pracy dla danej firmy przez 36 miesięcy.
Usługa opiera się na współpracy między firmą produkcyjną z Polski a przedsiębiorstwem o bliźniaczej działalności zlokalizowanym poza granicami RP. Tego typu kooperacja polega na realizowaniu na rzecz polskiej firmy tzw. projektu przemysłowego przez cudzoziemców delegowanych przez zagranicznego partnera. Usługa przez nich świadczona ma charakter tymczasowy i okazjonalny.
Krok 1. Nawiązanie współpracy między firmami i podpisanie stosownej umowy.
Krok 2. Delegowanie do Polski cudzoziemców poprzedzone uzyskaniem dla nich zezwoleń na pracę oraz wiz.
Krok 3. Realizacja projektu przemysłowego przez cudzoziemców w terminie zakontraktowanej usługi eksportowej.
(Źródło: K&K Selekt)
Polacy niezagrożeni
Według zeszłorocznego badania przeprowadzonego przez Millward Brown SMG/KRC na zlecenie Money.pl, 61% Polaków popiera pomysł otwarcia naszego rynku pracy dla cudzoziemców spoza UE. Zaś sondaże przeprowadzone przez Synovate na zlecenie serwisu GazetaPraca.pl wskazują, że zdecydowanej większości ankietowanych nie przeszkadzałoby, gdyby obcokrajowiec był ich kolegą z pracy (65%) lub podwładnym (66%).
Społeczność internetowa jest jednak podzielona w tej kwestii i, wbrew temu, co pokazują badania, wśród uczestników forów i grup dyskusyjnych zatrudnianie cudzoziemców ma w naszym kraju tyluż zwolenników co przeciwników. Główne kontrargumenty, jakie przytaczają przeciwnicy tego typu rozwiązań, to: wyciekanie pieniędzy z kraju, niebezpieczeństwo obniżki płac spowodowane napływem taniej siły roboczej z zagranicy oraz zastępowanie polskich pracowników tańszymi robotnikami z krajów mniej rozwiniętych.
Konfederacja Pracodawców Polskich zwraca uwagę na fakt, iż nasz rodzimy rynek pracy charakteryzuje z jednej strony dość wysoka liczba bezrobotnych, a z drugiej – brak gotowości do wykonywania niektórych zawodów czy świadczenia pracy okresowej. Dlatego specjaliści uspokajają, że leasing obcokrajowców i usługa eksportowa nie stanowią zagrożenia dla Polaków.
– Należy wziąć pod uwagę fakt, że na współczynnik bezrobocia w Polsce składa się duży odsetek osób trwale bezrobotnych, którzy nie chcą podjąć zatrudnienia, samotnych matek z dziećmi oraz osób młodych, które rejestrują się przejściowo, tak samo jak osoby migrujące – tłumaczy Tomasz Szklarski. – Poza tym zatrudnienie obcokrajowca wcale nie jest łatwe. Rząd kontroluje liczbę cudzoziemców przez ograniczenie liczby wydawanych zezwoleń – dodaje.
Obcokrajowcy często wykonują pracę, którą nie są zainteresowani nawet bezrobotni Polacy (np. przy zbiorach owoców i warzyw oraz w zawodach deficytowych). Kontrowersje i obawy wokół zatrudniania cudzoziemców powodują, że nawet w dobie spowolnienia gospodarczego nie każde przedsiębiorstwo zdecyduje się na ten kierunek działań. – Wielu przedsiębiorców nie zatrudnia dziś obcokrajowców i wątpię, aby w najbliższej przyszłości miało się to zmienić. Firmy już raczej rozglądają się za alternatywnymi metodami pozyskania pracowników, takimi jak praca tymczasowa – stwierdza Tomasz Szklarski. Cóż, jak mówi stare chińskie przysłowie: „Gdy wieją wichry zmian, jedni budują mury, inni budują wiatraki”.
Dziś wiele przedsiębiorstw optymalizuje koszty pracy, zatrudniając pracowników z Europy Wschodniej i Azji. Rozliczenia oparte na zasadzie przepracowanych godzin – tzw. time sheetów – umożliwiają łatwe zaplanowanie czasu pracy i zapewniają całkowitą kontrolę kosztów. Z naszego doświadczenia wynika, że przez rekrutację cudzoziemców koszty kadrowe obniżają się nawet o 40%. Ogromną zaletą leasingu jest przeniesienie na firmę zewnętrzną wszystkich procedur związanych z zatrudnianiem pojedynczego pracownika bądź grupy osób, zwłaszcza jeśli pracownikami są cudzoziemcy. Agencja przejmuje wówczas na siebie wszelkie formalności wizowe i przygotowanie pozwoleń na pracę.
Obcokrajowcy nie uleczą całego rynku, ale są na pewno alternatywą w niektórych sektorach. W budownictwie stanowią dość poważną konkurencję pod względem jakości pracy oraz kosztów – nie mają aż tak wygórowanych oczekiwań jak polscy pracownicy przyzwyczajeni do zarobków za granicą. Od momentu wejścia Polski do UE rynek usług budowlanych przeżywa kłopoty. Ogromna liczba polskich budowlańców szuka zarobku poza ojczyzną. Przedsiębiorcy coraz częściej borykają się ze zjawiskiem porzucania pracy przez polskie kadry. W przypadku obcokrajowców nie ma takiego ryzyka, bo pracownika wiąże ściśle określony czas trwania kontraktu. Jeśli złotówka będzie mocna, to w innych branżach chętnych do pracy z Azji i ze Wschodu będzie coraz więcej, a ich wymagania płacowe, zwykle wyrażane w dolarach, będą relatywnie malały.
Marcin Sobolewski
Brak komentarzy...