Kupując samochód należy przede wszystkim odłożyć emocje na bok i włączyć zdrowy rozsądek. Niestety sprytni sprzedawcy bardzo często robią wszystko abyśmy byli w stu procentach przekonani, że oto trafiliśmy na niespotykaną okazję. Warto wiedzieć na co trzeba uważać i pamiętać, że okazji nie ma.
Przeglądając ogłoszenia z używanymi samochodami można odnieść wrażenie, że większość z nich jest w lepszym stanie niż auta pochodzące prosto z salonu. Aby zaoszczędzić sobie nerwów i nie tracić czasu warto spojrzeć na interesujące nas ogłoszenia z kilku perspektyw. W gronie samochodowych sprzedawców utarły się już specyficzne sformułowania, które czasami mogą zdradzać że coś jest na rzeczy. Weźmy pod lupę najczęstsze "ściemy" sprzedających.
Jednym z najpopularniejszych haseł pojawiających się w ogłoszeniach sprzedaży jest fakt posiadania przez sprzedawcę książki serwisowej. Należy wiedzieć, że w dzisiejszych czasach jest to bardzo słaby gwarant. Zakup czystej książki serwisowej oraz pieczątek potrzebnych do jej uzupełnienia nie jest wielkim problemem dla nieuczciwego handlarza. Dlatego warto w pierwszym momencie przyjrzeć się czy pieczątki nie są przybijane jednym tuszem, a sama książka nie została wydrukowana później niż powstało auto. W celu szybkiej weryfikacji autentyczności wpisów warto jest zadzwonić pod numer serwisu, nawet gdyby był on za granicą. Niektóre marki pozwalają sprawdzać po numerze VIN czy samochód był serwisowany w zagranicznych ASO.
Kolejną plagą wśród sprzedawców jest tzw. "kręcenie liczników". Jest to zjawisko tak nagminne, że wielu właścicieli samochodów przed sprzedażą oprócz odkurzania i mycia funduje im "korektę" licznika przebiegu. W takich sprawach warto jest zachować rozsądek i nie wierzyć w ogłoszenia w których kilkunastoletni diesel ma tylko 120 tysięcy kilometrów przebiegu. Bardziej autentyczne będzie założenie, że taki samochód robił około 30 tysięcy kilometrów rocznie. Jedyny wyjątek mogą stanowić małe auta miejskie z silnikami wysokoprężnymi, gdzie rzeczywiście rocznie robi się nieco mniej kilometrów.
Niekiedy wśród ogłoszeniowych perełek można znaleźć teksty mówiące o tym, że emeryt z Niemiec lub starsza pani po sześćdziesiątce byli poprzednimi właścicielami 300-konnego BMW, którym jeździli po bułki do sklepu lub na niedzielną mszę. Tego typu sformułowania powinny od razu wzbudzić czujność w kwestii wypadkowości auta oraz ogólnego stanu podzespołów. Podczas oglądania samochodu należy bardzo starannie sprawdzać takie detale jak szczeliny między elementami nadwozia, roczniki szyb. Jeżeli mamy przy sobie magnetyczny tester grubości lakieru warto sprawdzić podejrzane miejsca na karoserii. Dla bardziej wtajemniczonych z żyłka informatyczną proponujemy zakup kabla diagnostycznego. W połączeniu z odpowiednim oprogramowaniem pozwoli nam czasami w kilka minut sprawdzić autentyczność przebiegu, a w niektórych markach można odczytać czy były demontowane różne elementy elektryczne.
Kolejny sposób na skuteczne wzbudzenie podejrzliwości u kupującego to duży przegląd tuż przed sprzedażą. Naprawdę bardzo rzadko (nawet za granicą) ktokolwiek decyduje się na gruntowny przegląd samochodu przed sprzedażą i inwestycję kilku tysięcy złotych. Z reguły na miejscu okazuje się potem, że dokumenty z tej wymiany gdzieś się zagubiły, albo nie do końca wszystko zostało wymienione. Warto czasami poszukać innego ogłoszenia, gdzie sprzedający wprost przyznaje, że np. nie wymieniał paska rozrządu i koszt tej czynności automatycznie doliczyć do ceny samochodu. To lepsze niż jeżdżenie w niepewności do momentu, aż coś "padnie".
Przeglądając ogłoszenia czasami trafia się auto z instalacją LPG "założoną dwa miesiące temu". Takie zdanie powinno wzbudzić nasze podejrzenia bowiem podobnie jak w przypadku przeglądu nikt, kto zamierza szybko sprzedać samochód nie inwestuje w niego dużych pieniędzy. Instalacja LPG świadczy też o tym, że kierowca oszczędzał na wszystkim. Nie rokuje dobrze fakt, że poprzedniego właściciela nie było stać nawet na paliwo. Nie od dziś wiadomo, że instalowanie gazu negatywnie wpływa na stan i żywotność silnika. Jeżeli jednak z jakichś względów jesteśmy zwolennikami LPG, znajdźmy lepiej samochód bez instalacji, a następnie sami doinwestujmy w niego.
Pewnych oznak eksploatacji samochodu nie sposób nie zauważyć przeglądając nawet same zdjęcia. Poza stanem ogólnym karoserii zauważymy w jakim stanie jest powłoka lakiernicza. Nierówno odbijające się światło czy matowe reflektory nie wróżą dobrze. Wyeksploatowane zawieszenie bardzo często zdradza niższy niż w autach tego samego typu prześwit. Gdy jesteśmy na miejscu i oglądamy samochód na żywo w następnej kolejności warto zajrzeć do środka. Szczególnie należy przyjrzeć się kierownicy, gałce zmiany biegów, tapicerce na fotelach. Jeśli te elementy są wyślizgane i charakterystycznie świecą się, to nie ma się co łudzić co do kwestii małego przebiegu. Warto zajrzeć do bagażnika oraz w miejsce koła zapasowego. Ściągnięcie wykładziny może szybko zdradzić powypadkową historię.
Będąc przezornym należy też pamiętać o tym, że wyczyszczone wnętrze może świadczyć dobrze o sprzedającym, ale umyty dokładnie silnik może dawać dużo do myślenia.
Sebastian Kościółek