Znajdź firmę

-
Nazwa
Miejscowość  
 
  » zaawansowane
  • Szukaj:
szukaj

Najpopularniejsze

-

firma wiarygodna finansowo
Licencja na zaufanie - Certyfikat Firmy Wiarygodnej Finansowo
Jeżeli celujesz w zaufanie kontrahentów, pokaż się z wiarygodnej strony. Zdobądź Certyfikat i dołącz do grona solidnych przedsiębiorców z zasadami.

reklama 

Polecamy

-
Załóż sklep internetowy i zarabiaj Wypełnij e-wniosek EDG-1 Wypełnij e-wniosek VAT-R Gazeta Podatkowa

Masz firmę?
Masz kredyt do 3 mln zł, bez zaświadczeń.
Sprawdź!

reklama

Wiadomości - Czytaj codzienny przegląd prasy

Lekarze wojskowi pilnie poszukiwani

16:00 26.01.2010

Kiedyś decydentom wydawało się, że lekarze do wojska będą się pchali drzwiami i oknami. Te prognozy okazały się błędne i fatalne w skutkach.

W przyszłym roku akademickim (2010/11) Uniwersytet Medyczny w Łodzi ma powrócić do kształcenia lekarzy w mundurach. Za sześć lat być może część z 65 przyszłorocznych studentów wydziału lekarsko-wojskowego zacznie uzupełniać braki kadrowe polskiej armii. Na razie jednak ma ona poważny kłopot ze znalezieniem lekarzy, którzy zechcieliby pracować za granicą, niosąc pomoc żołnierzom naszych kontyngentów m.in. w Afganistanie. Ogłoszenia w mediach o poszukiwaniu chętnych cywilnych lekarzy do wyjazdów na wojskowe misje pokojowe przechodzą bez większego echa. Jak poinformował portal rynekzdrowia.pl Inspektorat Wojskowej Służby Zdrowia, w naszych siłach zbrojnych pełni służbę 1100 lek arzy medycyny. Niby sporo, ale jeszcze cztery lata temu było ich 1900.


Lekarze pełniący zawodową służbę wojskową w SPZOZ i JBR sami muszą zapracować na swoje i szpitala utrzymanie - tłumaczy Inspektorat Wojskowej Służby Zdrowia, pok azując niejako mizerię finansowania armijnej medycyny.

Plan się powiódł, etaty ścięte

W czasie pokoju praca lekarza cywilnego i wojskowego - patrząc na nią od strony medycznej - nie różni się niczym szczególnym. Jednak dla lekarza wojskowego wykonywanie zawodu to już nie tylko praca, ale i służba oraz związane z nią podleganie rozkazom. To także inne wymagania dotyczące dyspozycyjności, dyscypliny i gotowość do pracy w każdych warunkach, również wojennych.

- To jeden z powodów, dla którego nie ma wielu chętnych na lekarzy wojskowych - mówi Rynkowi Zdrowia dyrektor biura Wojskowej Izby Lekarskiej w Warszawie płk rez. Zbigniew Ułanowski.

Zdaniem Zbigniewa Ułanowskie-go, przyczyną dzisiejszych kłopotów kadrowych w medycynie wojskowej jest dziedzictwo przełomu ustrojowego. Kiedyś decydentom wydawało się, że lekarze do wojska będą się pchali drzwiami i oknami. Stąd przekonanie, że można ich kształcić bez ponoszenia dodatkowych kosztów. Dlatego zapadła decyzja o likwidacji Wojskowej Akademii Medycznej w Łodzi. Te prognozy i założenia okazały się błędne i fatalne w skutkach dla wojska.

- Nikt nie przewidział otwarcia się możliwości wyjazdu lekarzy za granicę. Poza tym praca w wojsku była mniej atrakcyjna, bo nie dawała dodatkowych możliwości zarobku, które są dostępne lekarzom cywilnym. To się zmienia, ale lekarz wojskowy w dalszym ciągu podlega wielu ograniczeniom. Służba nie drużba, trzeba być zawsze w gotowości, na rozkaz - dodaje Ułanowski.

W 2002 r. założeniem Sztabu Generalnego Wojska Polskiego była likwidacja w lecznicach podlegających wojsku wszystkich etatów wojskowych. Wysyłano wojskowych lekarzy masowo na emerytury, renty, do "cywila", aby ponownie ich zatrudniać na kontrakcie. Na renty odchodzili nawet 30-let-ni lekarze. Wojsko, a także szpitale wojskowe były zainteresowane ich odchodzeniem ze służby, bo takie ruchy kadrowe uznano za jedną z możliwości redukcji kosztów leżących po stronie sił zbrojnych.

Sytuację zdecydowanie pogorszyła likwidacja w 2003 roku Wojskowej Akademii Medycznej w Łodzi. Po latach okazuje się, że zniszczyć coś jest łatwo, gorzej odbudować. Oficjalne dane MON mówią o 600 wakatach na stanowiskach lekarzy wojskowych różnych specjalizacji. Próby kuszenia lekarzy cywilnych do udziału w misjach różnego rodzaju dodatkami finansowymi, na przykład kwotą 1,5 tys. dolarów, nie na wiele się zdały.

- Dzisiaj 1,5 tys. dolarów nie ma tej wartości co 10 lat temu. Kiedyś ta kwota rzucała niemal na kolana, dzisiaj, przy aktualnym kursie dolara, nie jest żadną atrakcją. Ty m bardziej że warunki, w jakich trzeba pracować na misjach, są trudne i związane z niebezpieczeństwem. Czasem z kolegami smutno żartujemy, że trudno się dziwić, iż nie ma chęt-nych na taką wycieczkę zagraniczną w kamizelce kuloodpornej - stwierdza Zbigniew Ułanowski.

Winni inni…

Z pisma, jakie portal rynekzdrowia.pl otrzymał z Inspektoratu Wojskowej Służby Zdrowia, wynika, że "siatka płac żołnierzy zawodowych, w tym oficerów-lekarzy, jest sztywno określona i dochodzi do sytuacji, że lekarz cywilny na takim samym stanowisku ma niekiedy dwa razy większe zarobki niż jego wojskowy kolega. Aby zapewnić dotychczasowy standard dla siebie i rodziny, lekarze wojskowi zarobkują dodatkowo poza godzinami służbowymi. Wyjazd na misję poza granicami kraju powoduje utratę tych korzyści…".

To, co zaskakuje, to fakt, że winą za trudną sytuację kadrową w wojskowej służbie zdrowia Inspektorat obarcza nie decyzje podejmowane przez wiele lat przez Ministerstwo Obrony Narodowej, ale sytuację, jaka wykształciła się w medycynie cywilnej.

Z drugiej strony zapewne trudno odmówić racji takim opiniom w sytuacji, gdy - jak wyjaśnia IWSZ: "Wyjazdom na misje pokojowe nie sprzyja narzucony system i tryb specjalizacji lekarskich, który nie uwzględnia specyfiki wojska oraz jego potrzeb". Zdaniem IWSZ, niektóre z regulujących tryb specjalizacji zapisów, np. niewliczanie w okres stażu pobytu na misjach, ograniczenia miejsc specjalizacji, o których decydują specjaliści wojewódzcy, uniemożliwiają wręcz ich uzyskanie.

W konkluzji IWSZ zauważa: "W takiej sytuacji nie dziwi niechęć do wyjazdów na misje. W odniesieniu do anestezjologów, ortopedów czy chirurgów należy ocenić, że utraciliśmy możliwość zainteresowania ich służbą w Polskich Kontyngentach Wojskowych".

Jak trwoga, to do Amerykanów

Do czego doprowadza brak lekarzy wojskowych? Oto polscy żołnierze przebywający na misji wojskowej w Afganistanie ponad rok zabiegali o własny szpital polowy. Fakt: na przeszkodzie stał brak możliwości przetransportowania do Afganistanu kontenerowego szpitala polowego z powodu jego gabarytów; sztabowcy wyliczyli też, że ze względu na małą liczbę żołnierzy, którym potrzebna jest pomoc medyczna, przedsięwzięcie jest nieopłacalne logistycznie. Ale faktem jest i to, że także skompletowanie kadry szpitala okazało się nie lada wyzwaniem.

Problem obsady lekarskiej szpitala rozwiązano w sposób, który chwały wojskowej służbie zdrowia nie przynosi: obok polskich specjalistów, będą pra-cować lekarze z działającego aktualnie w szpitalu w Bagram amerykańskiego zespołu chirurgicznego.

Jak WAM z popiołów?

Likwidacja systemu kształcenia lekarzy wojskowych i redukcja ich liczby w służbie okazała się programem dość łatwym do realizacji. Wystarczyło niecałe 10 lat. Teraz, aby wszystko odbudować, potrzeba ogromnych środków finansowych, organizacyjnych i przede wszystkim czasu. Wszelkie pomysły na pozyskanie lekarzy dla wojska, których po drodze było kilka, nie spełniły pokładanych w nich oczekiwań.

- W tej chwili pozyskujemy lekarzy, zatrudniając kończących studia cywilne, chcących wstąpić do służby. Co roku w ten sposób kilka lub kilkanaście osób trafia do wojska. W ubiegłym roku były cztery takie osoby, w tym roku osiem-naście, z czego 12 to kobiety. To się ma nijak do aktualnych potrzeb i wakatów na stanowiskach wojskowych lekarzy - uświadamia powagę sytuacji Zbigniew Ułanowski.

Od przyszłego roku ma ruszyć ponownie system kształcenia lek arzy wojskowych na Uniwersytecie Medycznym w Łodzi, co podkreślił uczestniczący w tegorocznej inauguracji roku akademickiego w łódzkiej uczelni prezydent Lech Kaczyński. Od pierwszego roku, tak jak kiedyś studenci WAM, ci, którzy zdecydują się na studia medyczne na tym kierunku, zostaną skoszarowani. Przez cały okres studiów i specjalizacji będą przygotowywani do specyficznych warunków służby lekarzy wojskowych.

Aby odbudować wojskowe kadry medyczne, potrzeba co najmniej kilkunastu lat. Muszą też zapaść decyzje, które spowodują, że lekarze będą chcieli służyć w wojsku. Te wydają się być stosunkowo proste, wypływające z czystej kalkulacji ekonomicznej. Ale na to potrzeba pieniędzy, które muszą się znaleźć, jeśli armia została bez własnych lekarzy.

Jacek Janik

Źródło: Rynek Zdrowia
Komentarze:

Brak komentarzy...

Napisz swój komentarz


Za treść komentarzy odpowiadają ich autorzy