Będzie tak, jakby nigdy nie odchodził. Tryskając pewnością siebie i butą mistrza, mimo 41 lat na karku wyglądając na człowieka w doskonałej formie i rzucając wyzwanie wszystkim ludziom gotowym mu przypomnieć o tych dniach w Formule 1, które nie przynoszą mu chluby, Michael Schumacher powrócił w poniedziałek na największą scenę w sporcie motorowym.
Po długim królowaniu w Ferrari i trzyletniej przerwie siedmiokrotny mistrz świata tym razem wystąpił w srebrnych kolorach Mercedesa.
Zaprezentowany w stuttgarckiej siedzibie firmy obok Nico Rosberga, swego niemieckiego rodaka i nowego kolegi z zespołu, Schumacher nie ukrywał, że zdaje sobie sprawę z oczekiwań związanych z jego powrotem.
– Jest tylko jeden cel – powiedział na starannie wyreżyserowanej imprezie dla 600 gości. –A tym celem są kolejne tytuły mistrzowskie.

– Jestem napalony – powiedział zapytany, czy na pewno czuje się na siłach sprostać zadaniu. Do pierwszych w tym sezonie oficjalnych testów w Formule 1 pozostało już kilka dni.
– Za długo to trwa, zanim znajdziemy się na torze, i nie mogę się już doczekać następnego tygodnia.
W środowisku F1 Schumacher zawsze budził mieszane uczucia. Zarówno na torze, jak i poza nim. Przypomniano mu więc, że w jego karierze zdarzyły się jedne z najgorszych w historii tej dyscypliny sportu przypadki gry nie fair.
Przytoczono na przykład słowa ojca Rosberga, Keke, byłego mistrza świata, który powiedział, że Formuła 1 miałaby się lepiej bez niego, kiedy Schumacher specjalnie zatrzymał swój samochód na zakręcie Rascasse podczas kwalifikacji do Monaco Grand Prix w 2006 r. Jak się zatem czuje, mając jeździć w jednym zespole z synem Rosberga?
– Dobrze – odparł krótko Schumacher.
Niemiecki kierowca zareagował sarkastycznie, kiedy usłyszał, że powrót na tor jest dla niego okazją do odpokutowania za dawne grzechy i pokazania światu sportów motorowych, że potrafi wygrywać uczciwie. Schumacher wyśmiał autora pytania.
– No, jestem pewien, że w uczciwy sposób nie da się wygrać 91 wyścigów i zdobyć siedmiu tytułów mistrzowskich, ma pan absolutną rację.
Ale momenty napięcia były nieliczne w dniu, kiedy Schumacher cieszył się z powrotu na tor i szansy na nowe tytuły mistrzowskie.
– Jestem podekscytowany, że będę mógł jeździć i rywalizować na najwyższym poziomie. Przez trzy lata jeździłem gokartami i w innych kategoriach, co było genialne, ale teraz mówię: Czemu by nie zawalczyć na wyższym poziomie? – oświadczył.
Był to wielki dzień dla Schumachera i Mercedesa, który kupił zespół doprowadzony w ubiegłym roku przez Rossa Brawna do mistrzostwa świata konstruktorów i kierowców (Jenson Button), a jednocześnie kolejny bolesny dzień dla Hondy.
Srebrna strzała zaprezentowana przez Mercedesa to w istocie ubiegłoroczny bolid Brawn GP zbudowany przez Hondę w 2008 r. za setki milionów euro. Po sprzedaniu zespołu Brawnowi Japończycy najpierw patrzyli, jak ich maszyna wyścigowa zgarnia dwa tytuły mistrzowskie, a teraz na dodatek będzie w niej zasiadał najlepszy kierowca w dziejach tej dyscypliny sportu.
Autor: Edward Gorman
Brak komentarzy...