Znajdź firmę

-
Nazwa
Miejscowość  
 
  » zaawansowane
  • Szukaj:
szukaj

Najpopularniejsze

-

firma wiarygodna finansowo
Licencja na zaufanie - Certyfikat Firmy Wiarygodnej Finansowo
Jeżeli celujesz w zaufanie kontrahentów, pokaż się z wiarygodnej strony. Zdobądź Certyfikat i dołącz do grona solidnych przedsiębiorców z zasadami.

reklama 

Polecamy

-
Załóż sklep internetowy i zarabiaj Wypełnij e-wniosek EDG-1 Wypełnij e-wniosek VAT-R Gazeta Podatkowa

Masz firmę?
Masz kredyt do 3 mln zł, bez zaświadczeń.
Sprawdź!

reklama

Wiadomości - Czytaj codzienny przegląd prasy

Zakaz tankowania w F1 nie zdał egzaminu

13:55 16.03.2010

Wystarczyły jedne zawody nowego sezonu Formuły 1, a w wyścigowym światku już zawrzało. – Musimy jakoś zareagować, by nuda z Bahrajnu więcej się nie powtórzyła – grzmi Nick Fry, dyrektor Mercedes GP.

Kontrowersje w paddocku wzbudził nowy przepis o zakazie tankowania. W zamyśle miał uatrakcyjnić wyścigi, zachęcając kierowców do wyprzedzania.

– Wyszło tak, że po kwalifikacjach i starcie wszystko jest już ustalone – skrytykował nowy system Fernando Alonso z teamu Ferrari, zwycięzca GP Bahrajnu.

– Startujesz, a później jedziesz już swoim tempem i starasz się nie popełnić błędu – głos w sprawie taktyki zabrał też powracający champion Michael Schumacher.



Problem z wyprzedzaniem w nowym systemie sprowadza się do tego, że jednakowo zatankowane bolidy osiągają podobne prędkości. To zniechęca kierowców do podejmowania ataków. W zeszłym sezonie wyprzedzania najczęściej próbowali ci, którym kończyło się paliwo, dzięki czemu byli lżejsi i szybsi.

– Za moich czasów też nie tankowaliśmy w czasie wyścigów, a nudno nie było. Zawodnicy muszą po prostu nauczyć się inaczej jeździć – wbił młodszym kolegom szpilę czterokrotny mistrz świata z przełomu lat 80. i 90. Alain Prost.

Aktualnie startujący zawodnicy bronią się, że dziś bolidy wytwarzają dużo większą siłę docisku i w efekcie ciągną za sobą strumienie powietrza utrudniające jazdę w pobliżu bolidów rywali.

W światku Formuły 1 już pojawiło się kilka teorii, jak uatrakcyjnić wyścigi. Jedna przewiduje wyposażenie bolidów w... szybciej zużywające się opony. Zmusiłoby to kierowców do częstszych pobytów w pit stopach oraz stosowania różnorodnych taktyk.

– Teraz nie można mówić o taktyce. Jak wszyscy zauważyli, że na nowych oponach robię dobre czasy, to zjechali na zmianę. A my przecież zostaliśmy do tego zmuszeni przez wypadek – powiedział Robert Kubica w rozmowie z dziennikarzem serwisu Sport.pl.

– Zmiany w przepisach są konieczne, ponieważ Formuła 1 musi dostarczać rozrywki. W obecnej formie, gdy bolidy tylko jadą jeden za drugim, ludzie stracą zainteresowanie naszym sportem – alarmuje przewodniczący FOTA (związek zespołów F1) i szef McLarena Martin Whitmarsh.

Zmian w przepisach raczej nie można spodziewać się zbyt szybko. W paddocku zbyt wiele osób broni nowych rozwiązań.

– Poczekajmy, co wydarzy się w następnych wyścigach. Tor w Bahrajnie jest specyficzny. W Melbourne będzie zupełnie inne ściganie. Nie ferujmy wyroków po jednorazowej wpadce – stwierdził boss Ferrari Stefano Domenicali.

Mniej interesujące wyścigi nie są największym problemem Roberta Kubicy i zespołu Renault. W GP Bahrajnu Polak zajął 11. miejsce, nie zdobywając ani jednego punktu. Jeszcze gorzej poszło debiutującemu Witalijowi Pietrowowi, który wycofał się z powodu awarii.

– Mamy problemy z dociskiem aerodynamicznym. W Bahrajnie zastosowaliśmy maksymalne ustawienia, a to i tak nie jest najszybszy tor. Na wysokim poziomie są za to docisk mechaniczny i zawieszenie, co dobrze wróży przed wyścigiem w Melbourne – zapowiada Kubica.

Autor: Maciej Stolarczyk

Źródło: motofakty.pl
Komentarze:

Brak komentarzy...

Napisz swój komentarz


Za treść komentarzy odpowiadają ich autorzy