Wystarczyły jedne zawody nowego sezonu Formuły 1, a w wyścigowym światku już zawrzało. – Musimy jakoś zareagować, by nuda z Bahrajnu więcej się nie powtórzyła – grzmi Nick Fry, dyrektor Mercedes GP.
Kontrowersje w paddocku wzbudził nowy przepis o zakazie tankowania. W zamyśle miał uatrakcyjnić wyścigi, zachęcając kierowców do wyprzedzania.
– Wyszło tak, że po kwalifikacjach i starcie wszystko jest już ustalone – skrytykował nowy system Fernando Alonso z teamu Ferrari, zwycięzca GP Bahrajnu.
– Startujesz, a później jedziesz już swoim tempem i starasz się nie popełnić błędu – głos w sprawie taktyki zabrał też powracający champion Michael Schumacher.

Problem z wyprzedzaniem w nowym systemie sprowadza się do tego, że jednakowo zatankowane bolidy osiągają podobne prędkości. To zniechęca kierowców do podejmowania ataków. W zeszłym sezonie wyprzedzania najczęściej próbowali ci, którym kończyło się paliwo, dzięki czemu byli lżejsi i szybsi.
– Za moich czasów też nie tankowaliśmy w czasie wyścigów, a nudno nie było. Zawodnicy muszą po prostu nauczyć się inaczej jeździć – wbił młodszym kolegom szpilę czterokrotny mistrz świata z przełomu lat 80. i 90. Alain Prost.
Aktualnie startujący zawodnicy bronią się, że dziś bolidy wytwarzają dużo większą siłę docisku i w efekcie ciągną za sobą strumienie powietrza utrudniające jazdę w pobliżu bolidów rywali.
W światku Formuły 1 już pojawiło się kilka teorii, jak uatrakcyjnić wyścigi. Jedna przewiduje wyposażenie bolidów w... szybciej zużywające się opony. Zmusiłoby to kierowców do częstszych pobytów w pit stopach oraz stosowania różnorodnych taktyk.
– Teraz nie można mówić o taktyce. Jak wszyscy zauważyli, że na nowych oponach robię dobre czasy, to zjechali na zmianę. A my przecież zostaliśmy do tego zmuszeni przez wypadek – powiedział Robert Kubica w rozmowie z dziennikarzem serwisu Sport.pl.
– Zmiany w przepisach są konieczne, ponieważ Formuła 1 musi dostarczać rozrywki. W obecnej formie, gdy bolidy tylko jadą jeden za drugim, ludzie stracą zainteresowanie naszym sportem – alarmuje przewodniczący FOTA (związek zespołów F1) i szef McLarena Martin Whitmarsh.
Zmian w przepisach raczej nie można spodziewać się zbyt szybko. W paddocku zbyt wiele osób broni nowych rozwiązań.
– Poczekajmy, co wydarzy się w następnych wyścigach. Tor w Bahrajnie jest specyficzny. W Melbourne będzie zupełnie inne ściganie. Nie ferujmy wyroków po jednorazowej wpadce – stwierdził boss Ferrari Stefano Domenicali.
Mniej interesujące wyścigi nie są największym problemem Roberta Kubicy i zespołu Renault. W GP Bahrajnu Polak zajął 11. miejsce, nie zdobywając ani jednego punktu. Jeszcze gorzej poszło debiutującemu Witalijowi Pietrowowi, który wycofał się z powodu awarii.
– Mamy problemy z dociskiem aerodynamicznym. W Bahrajnie zastosowaliśmy maksymalne ustawienia, a to i tak nie jest najszybszy tor. Na wysokim poziomie są za to docisk mechaniczny i zawieszenie, co dobrze wróży przed wyścigiem w Melbourne – zapowiada Kubica.
Autor: Maciej Stolarczyk
Brak komentarzy...