Znajdź firmę

-
Nazwa
Miejscowość  
 
  » zaawansowane
  • Szukaj:
szukaj

Najpopularniejsze

-

firma wiarygodna finansowo
Licencja na zaufanie - Certyfikat Firmy Wiarygodnej Finansowo
Jeżeli celujesz w zaufanie kontrahentów, pokaż się z wiarygodnej strony. Zdobądź Certyfikat i dołącz do grona solidnych przedsiębiorców z zasadami.

reklama 

Polecamy

-
Załóż sklep internetowy i zarabiaj Wypełnij e-wniosek EDG-1 Wypełnij e-wniosek VAT-R Gazeta Podatkowa

Masz firmę?
Masz kredyt do 3 mln zł, bez zaświadczeń.
Sprawdź!

reklama

Wiadomości - Czytaj codzienny przegląd prasy

Zadłużanie wnuków

06:00 06.06.2010

Przeciętny Polak zaciągnął kredyty w wysokości 10,4 tys. zł. I jest to jego kłopot oraz wierzycieli, którzy mu te pieniądze pożyczyli. Na tym jednak nie koniec. W naszym imieniu zadłuża się bowiem także państwo polskie.

Jak szacuje „Puls Biznesu”, na koniec tego roku dług publiczny na głowę przeciętnego obywatela będzie wynosił 19,3 tys. zł. Czteroosobowa rodzina ma więc do spłacenia blisko 80 tys. zł.

Na razie nie zanosi się, że lawina długu przestanie narastać. Będzie dokładnie odwrotnie. Deficyt wzrośnie do 52,2 mld zł. Część potrzeb pożyczkowych państwa ma być pokryta z dochodów prywatyzacyjnych. Minister skarbu Aleksander Grad ma ambitne plany przyspieszenia przekształceń własnościowych. Z ubiegłorocznych jego dokonań wynika jednak, że nie będzie to łatwe. W okresie kryzysu jest w świecie mnóstwo przedsiębiorstw do kupienia, a kapitały inwestycyjne stopniały.

W perspektywie kadencji

Dług publiczny będzie więc spłacany przez następne pokolenia. Powstanie jednak dodatkowy kłopot. Dzieci rodzi się coraz mniej, więc za 20–30 lat staniemy się społeczeństwem, w którym dominować będą ludzie starzy. Zakład Ubezpieczeń Społecznych i Otwarte Fundusze Emerytalne nie będą w stanie zapewnić im środków do życia.

Do 2013 roku na wypłatę emerytur może zabraknąć blisko 300 mld zł. To tyle, ile państwo wyda w przyszłym roku na wszystko, co zaplanowało w budżecie – napisała „Gazeta Wyborcza”. Składki od pracujących nie wystarczają na wypłatę bieżących rent i emerytur. Państwo musi dorzucić w tym roku 38 mld zł do ZUS, 15 mld zł do KRUS. Emerytury mundurowe to wydatek około 9 mld zł, górnicze – 4 mld zł.

Rząd zachęca do debaty o emeryturach. Na razie ministrowie prześcigają się w rewolucyjnych pomysłach, często sprzecznych. Konieczne w tej sytuacji zwiększone dotacje budżetowe jeszcze bardziej pogorszą sytuację finansów publicznych. Już dzisiaj trzeba więc myśleć o ich reformie, co kolejne ekipy rządowe odkładały na później, nawet gdy wzrost produktu krajowego brutto przekraczał 5 proc. rocznie. W polskiej polityce dominuje bowiem myślenie w perspektywie jednej kadencji i następnych wyborów. Także obecnie wydaje się, że ekipa rządząca sypnie wyborczym groszem.

Według jednego z pomysłów, od przyszłego roku 60 proc. składek, które obecnie otrzymują otwarte fundusze emerytalne, trafi do ZUS. Dzięki temu zastrzykowi gotówki zakład nie będzie się zadłużać, wypłacając bieżące emerytury. A co z tego będą mieli przyszli emeryci? Zyskają – przekonuje minister finansów. Tymczasem eksperci ostrzegają, że w przyszłości może w ogóle zabraknąć środków na wypłatę świadczeń.

Zadłużanie wnuków jest niebezpieczne i nieuczciwe. Mało kto jednak wybiega w przyszłość tak daleko. Warto więc chociaż wziąć pod uwagę, że już dzisiaj odczuwamy dotkliwie narastanie garbu długów. Co roku na obsługę kredytów wydajemy 35 mld zł. Są to pieniądze z naszych podatków. Można więc powiedzieć, że państwo wyjmuje z kieszeni każdego Polaka – od niemowlęcia do starca – prawie 1 tys. zł rocznie na spłatę odsetek od długu publicznego. To powinno bardziej przemówić do wyobraźni. Te pieniądze można by przecież skierować na różne pożyteczne cele – poprawę opieki zdrowotnej, rozwój nauki czy inwestycje w infrastrukturę. – Obsługa długu publicznego kosztuje więcej niż nasze inwestycje w przyszłość – powiedział w wywiadzie dla „Przeglądu” poseł niezależny Andrzej Celiński.

Urzędowy optymizm

– Budżet na 2010 rok jest odpowiedzialny i zrównoważony – zapewniał w Sejmie minister finansów Jacek Rostowski. – W bezpieczny sposób zwiększamy deficyt. Znacząco ograniczamy wydatki. Nie zwiększamy obciążeń podatkowych, a tam, gdzie to jest społecznie lub ekonomicznie uzasadnione, jesteśmy gotowi zwiększać wydatki. Decyzja o pozostawieniu podatków na tegorocznym poziomie wynika z troski o kondycję polskiej gospodarki. Budżet, który przedstawilismy – przekonywał minister – to kamień milowy na naszej drodze wyjścia z kryzysu światowego. Jest to budżet odpowiedzialny, rozsądny i oszczędny. Dobry budżet na czasy, które pozostają niepewne. Minister podtrzymał, że Polska nie przekroczy w tym roku progu 55 proc. relacji długu publicznego do produktu krajowego brutto.

Rostowski ocenił, że o odporności polskiej gospodarki świadczą również dane dotyczące bezrobocia. – Bezrobocie jest zawsze dramatem dla tych, którzy są nim dotknięci – mówił minister. – Należy się cieszyć, że jego wzrost w Polsce jest o połowę niższy niż przeciętna w Unii Europejskiej. Aż 20 z 27 krajów UE zanotowało od początku kryzysu większy wzrost bezrobocia niż Polska. Takie osiągnięcia polskiej gospodarki wynikają z trzech przyczyn. Po pierwsze – z przedsiębiorczości i elastyczności naszych przedsiębiorców, którzy niezrażeni kryzysem rozwijali swoje firmy i inwestowali zyski. Po drugie – z optymizmu i spokoju wszystkich Polaków, którzy nie przestraszyli się kryzysu i nie ograniczyli swojej konsumpcji. Po trzecie – z polityki rządu, który właściwie reagował na zagrożenia kryzysowe.

Rostowski zaznaczył, że rząd PO-PSL od początku kadencji prowadził konsekwentną politykę budżetową i przygotowywał Polskę na trudniejsze czasy. Gdyby nie kształt budżetu na lata 2008 i 2009, dziś bylibyśmy zmuszeni do drastycznych i radykalnych cięć wydatków, a także wzrostu podatków.

– Nasza polityka okazała się jedynym wśród krajów rozwiniętych skutecznym sposobem walki z kryzysem i to jeszcze najtańszym – stwierdził szef resortu finansów. – Dziś widać wyraźnie, że gdybyśmy poszli drogą PiS, a więc równocześnie zwiększyli wydatki o 11 mld zł, wycofali się z oszczędności na kwotę 12 mld zł i zmniejszyli podatek VAT o 3 pkt proc., to nasz deficyt budżetowy byłby większy o dodatkowe 36,5 mld zł. Wtedy na pewno przekroczylibyśmy w 2010 roku tzw. drugi próg ostrożnościowy finansów publicznych, określony na poziomie 55 proc. relacji długu publicznego do PKB.

Program naprawczy

– Stan finansów publicznych wymaga konsekwentnych działań naprawczych – oświadczył minister Rostowski. – Dlatego rząd przedstawi dwuletni plan rozwoju i konsolidacji. Będzie on początkiem procesu długoletniej i koniecznej naprawy finansów publicznych – tak, by Polska mogła w podobnie elastyczny sposób, jak dziś, zareagować na ewentualne przyszłe kryzysy.

Premier Donald Tusk również twierdzi, że opracowany przez rząd budżet jest możliwy do wykonania. – Byłoby źle – powiedział – gdyby został on przygotowany zgodnie z marzeniami, ale był niewykonalny. Przygotowywaliśmy budżet w trudnych czasach dla europejskiej i światowej gospodarki, także dla polskiej gospodarki, polskich finansów. Rok 2010 jest pełen wyzwań, związanych z sytuacją kryzysową. W tym budżecie musiały być stuprocentowe gwarancje dla ludzi, których życie, wynagrodzenia zależą od budżetu. Dotyczy to stabilnych, gwarantowanych, waloryzowanych wypłat rent i emerytur i gwarancji dla zapowiedzianych podwyżek dla nauczycieli. Musieliśmy jednak dokonać oszczędności w poszczególnych resortach i zachować pełną dyscyplinę, by uniknąć zagrożeń związanych ze zbytnim deficytem, ze zbytnim narastaniem długu publicznego.

Łyżka dziegciu

Urzędowego optymizmu nie podzielają przedsiębiorcy i analitycy. W projekcie budżetu na przyszły rok zbyt optymistycznie zaplanowano deficyt w jednostkach samorządu terytorialnego – napisano w „Rzeczpospolitej”. Również poziom zadłużenia samorządów może nieprzyjemnie zaskoczyć. Ministerstwo Finansów zaplanowało 6 mld zł deficytu w jednostkach samorządu terytorialnego, tymczasem eksperci cytowani przez dziennik mówią nawet o kilkumiliardowym niedoszacowaniu. Jeśli te prognozy się sprawdzą, w 2010 roku dług publiczny przekroczy 55 proc. PKB. A wówczas, zgodnie z prawem, rząd musi zrównoważyć budżet, co oznaczałoby wzrost podatków i radykalne cięcia wydatków, polegające np. na zamrożeniu podwyżek w budżetówce.

Politycy myślą przede wszystkim o wyborach i reakcji elektoratu na cięcie wydatków publicznych. Opozycja może się zgodzić na zniesienie 55-proc. progu ostrożnościowego pod warunkiem, że rząd przedstawi program uzdrawiania finansów publicznych. Nie ma jednak pewności, że go po wyborach zrealizuje.

Czesław Rychlewski
Źródło: Fakty
Komentarze:

Brak komentarzy...

Napisz swój komentarz


Za treść komentarzy odpowiadają ich autorzy