To się opłaci, kiedyś...
Flotowcy o samochody z ekonapędem pytają zazwyczaj wtedy, gdy muszą, bo taka jest polityka korporacyjna ich firmy lub gdy sami są entuzjastami „zielonych” samochodów, a właściciel firmy daje im swobodę wyboru. Pod kątem kalkulacji kosztów, jak na razie, jest to w polskich realiach wybór stojący na przegranej pozycji.
Koncerny temat ekologicznych samochodów potraktowały niezwykle prestiżowo. Widać to było chociażby na ostatnim salonie w Genewie, gdzie ekopojazdy stanowiły pokaźną grupę prezentowanych aut i wzbudzały zainteresowanie odwiedzających nie mniejsze niż niezwykłej urody i osiągów supersamochody. Problem z nimi jest jednak taki, że w polskich realiach wciąż mają za mało atutów praktycznych, by stanowiły jakiś zauważalny odsetek sprzedaży dla firm.
Ekologia, to takie niepraktyczne...
– Obecnie w sprzedaży i obsłudze flotowej klienci nie kładą większego nacisku na walory ekologiczne, będące główną zaletą samochodów z napędem elektrycznym – mówi Mateusz Stanek z firmy Rosiak i Syn Sp. z o.o., dealera Renaulta i prowadzącej obsługę flotową. – Czasem zapytają, czy samochód spełnia normy emisji spalin, ale podstawowym wyznacznikiem użyteczności samochodu jest zużycie paliwa, łatwość eksploatacji, wygoda. Ludzie chcą np. mocnego diesla z dobrymi osiągami i nie zastanawiają się, czy może lepiej zamówić dla firmy samochody z napędem hybrydowym, a więc łączące system napędowy spalinowy z elektrycznym, które są przyjazne dla środowiska, ale też droższe.
– Klient patrzy na koszt i jeśli ten jest wyższy, to nawet przy niskich parametrach emisji spalin nie jest to dla niego interesująca propozycja – usłyszeliśmy w Prime Car Management, firmie zarządzającej flotami samochodowymi. – Nie znaczy to jednak, że w ogóle nie ma zainteresowania ekologią: spotkaliśmy się z klientami zainteresowanymi Toyotami Prius z napędem hybrydowym. Ponadto w przypadku firm korzystających z zarządzania flotowego zdarza się też, że korzystają one z doświadczeń i rozwiązań zagranicznych firm-matek. Jeśli tam pojawią się samochody z napędem elektrycznym, to teoretycznie i u nas, pod warunkiem budowy sieci zasilania, też takie samochody mają szanse wejścia do flot.
Szanse dla samochodów ekologicznych widzą dealerzy Toyoty, którzy w marcu tego roku otrzymali mocne karty przetargowe – nowe Toyoty Prius.
– To samochód nowocześniejszy, lepiej wyposażony od wcześniejszego Priusa i plasujący się już w segmencie D, a nie jak poprzednik w C, a przy tym oferowany w podobnej cenie – mówi Witold Talarczyk z firmy Toyota Bońkowscy z Poznania. – Spotkaliśmy się z kilkoma pytaniami ze strony flot o nowy model.
– Niektóre floty bazują na wyróżniających się samochodach osobowych, takich, które rzucają się w oczy i robią dodatkową reklamę – dodaje Paweł Hoffmann z Toyota Ukleja.
Gdy wchodził do sprzedaży pierwszy Prius, również cieszył się dużym zainteresowaniem i podnoszono jego walory ekologiczne. Teraz ekologia ma dużo mocniejsze podstawy i mówi się o niej jako o obowiązku, a nie jako tylko ciekawostce. Toyota idzie za ciosem i już ma przygotowanego Aurisa z napędem hybrydowym.
Również poznański salon Lexusa, mający w ofercie trzy modele samochodów hybrydowych, nie narzeka na brak zainteresowania nimi, a zwłaszcza modelem RX450. Tu jednak głównym atutem jest możliwość odliczenia VAT-u (kratki) i prestiż marki, a na dalszym planie są walory ekologiczne.
Chcą Leafa
– Nissan stoi w pierwszym szeregu firm, które postawiły na ekologię, w tym właśnie na napęd elektryczny – podkreśla Radosław Hetmańczyk z firmy Nissan Polody. – W Stanach Zjednoczonych już ruszyła sprzedaż Nissana Leaf’a, a ja dziś odebrałem telefon z firmy, która byłaby zainteresowane zakupem takich samochodów do swojej floty. Tu atutem jest ekologiczny napęd, ale też komfort pracy, wynikający z bezgłośnego napędu. Dla niektórych klientów znaczenie będzie miała kwestia wizerunkowa – szanujemy naturę i jesteśmy przy tym supernowocześni.
Niestety, sam samochód w rynkowej ofercie to dopiero początek zdobywania rynku. Dość powiedzieć, że na razie mamy tylko w Warszawie port do ładowania samochodów elektrycznych... Bez budowy sieci takich urządzeń, bez przygotowania serwisów, szybko samochodów elektrycznych na naszych drogach nie zobaczymy. Ważna byłaby też kwestia wsparcia rządowego dla osób promujących ekologię, czyli wspomniana budowa sieci, jak i dopłaty do zakupów, zachęcające do wyboru właśnie takiego bezspalinowego napędu. Tym niemniej jest taka możliwość, że w krótkim czasie Nissan i w Polsce będzie chciał sprzedawać elektryczne Leafy.
– Mamy wśród klientów flotowych firmę, dużą, dobrze znaną w Polsce, która wzorem zagranicznej centrali kierowała się przy doborze samochodów dla swojej floty warunkiem nieprzekraczania określonego progu emisji spalin na kilometr – mówi Radosław Hetmańczyk.
Wiadomo, że na ekologię w swojej flocie postawiła m.in. Ikea...
Renault w natarciu
Tymczasem na ubiegłorocznym salonie samochodowym we Frankfurcie Renault i Europcar – jego główny europejski partner w zakresie wynajmu krótkotrwałego samochodów, podpisały porozumienie o wprowadzeniu do flot samochodowych w Europie pół tysiąca aut z napędem elektrycznym. W metropoliach takie samochody miałyby pojawić się już w trzecim kwartale 2011 r., razem z punktami należącymi do sieci stacji ładowania.
W 2011 roku francuski producent chce wprowadzić na rynek trzy samochody z napędem elektrycznym: rodzinnego sedana, mały samochód miejski oraz Renault Kangoo. Ten ostatni byłby oferowany tylko w wersji użytkowej, dla klientów flotowych i firm. Po nich, w 2012 r. pojawiłby się sedan kompaktowy i sukcesywnie – samochody elektryczne we wszystkich segmentach, w których produkuje Renault.
Jeśli Renaultowi uda się wprowadzić do sprzedaży samochody Kangoo z napędem elektrycznym, być może także polskie firmy zarządzające flotami i firmy korzystające z tej usługi będą nim zainteresowane.
Grzegorz Okoński
Tak to robią na Wyspach
Na razie – jak na nowość przystało – samochody z napędem elektrycznym nie są najtańsze, a tym samym tracą punkty w oczach zarządców flot firmowych. Jak podaje portal www.flota.com.pl, proponowany na brytyjskim rynku przez Electric Car Corporation niewielki miejski Citroen C1 z napędem elektrycznym, miał kosztować 16 850 funtów, a więc dość dużo jak na swoją klasę. Jednak ECC zapewnia, że ten czteromiejscowy, pierwszy na Wyspach seryjny samochód wyłącznie z napędem elektrycznym spotkał się z zainteresowaniem firm leasingowych, upatrujących w nim dla swoich klientów i dla siebie oszczędności w wysokości blisko połowy swojej ceny rocznie z tytułu wydatków na paliwo, zwolnienia z podatku drogowego i składek ubezpieczeniowych.
Renault, oprócz porozumienia z Europcarem, zawarł też ostatnio przymierze z rządem Irlandii. W jego efekcie rząd ma dopłacać pięć tysięcy euro do zakupów każdego samochodu elektrycznego (i zwalniałby z opłaty rejestracyjnej), koncern energetyczny ESB miałby zbudować 3,5 tys. standardowych stacji ładowania i 30 stacji szybkiego ładowania, a Renault – w porozumieniu z Nissanem – miałby dostarczać samochody. Pierwsze kroki miałyby być podjęte w 2011 r.
Chiny chcą być eko?
Samochodami z napędem elektrycznym są też poważnie zainteresowane Chiny, które nie tylko chcą budować sieć ładowania, ale również planują ściągnąć na rynek Nissana, nawet budując u siebie fabrykę Leafów.
Brak komentarzy...