Znajdź firmę

-
Nazwa
Miejscowość  
 
  » zaawansowane
  • Szukaj:
szukaj

Najpopularniejsze

-

firma wiarygodna finansowo
Licencja na zaufanie - Certyfikat Firmy Wiarygodnej Finansowo
Jeżeli celujesz w zaufanie kontrahentów, pokaż się z wiarygodnej strony. Zdobądź Certyfikat i dołącz do grona solidnych przedsiębiorców z zasadami.

reklama 

Polecamy

-
Załóż sklep internetowy i zarabiaj Wypełnij e-wniosek EDG-1 Wypełnij e-wniosek VAT-R Gazeta Podatkowa

Masz firmę?
Masz kredyt do 3 mln zł, bez zaświadczeń.
Sprawdź!

reklama

Wiadomości - Czytaj codzienny przegląd prasy

Co reprezentują sobą kandydaci na prezydenta?

09:17 01.07.2010

Za nami kolejna i zarazem ostatnia debata przed niedzielnymi wyborami prezydenckimi. Jarosław Kaczyński i Bronisław Komorowski mieli szansę, aby przekonać do siebie obywateli i pozyskać głosy tej niezdecydowanej jeszcze części społeczeństwa. Czy im się to udało?

Jak w poprzedniej debacie, tak i tym razem kandydaci odpowiadali na pytania z trzech bloków tematycznych: polityka społeczna, gospodarka oraz polityka zagraniczna. Jednak zamiast merytorycznej dyskusji, zafundowano nam kolejne przedstawienie pełne wzajemnych oskarżeń i przypisywania sobie sukcesów.

Debata rozpoczęła się od wyciągnięcia ręki na zgodę przez Bronisława Komorowskiego, na co Jarosław Kaczyński odpowiedział wręczeniem dokumentu, który miał udowodnić, że Polska jest podzielona i tym samym zaprzeczyć słowom Bronisława Komorowskiego z poprzedniej debaty, że mamy jedną silną Polskę. Taki początek debaty nie zapowiadał spokojnej dyskusji.

Kandydat PiS zarzucił obecnemu rządowi nieodpowiedzialność oraz obarczył go winą za brak odpowiedniej pomocy osobom poszkodowanym w powodzi. Natomiast w odpowiedzi na pytanie o zmiany, które miałyby sprawić, że młodzi ludzi pozostaną w Polsce i znajdą tu pracę zabrakło mu konkretów. Bronisław Komorowski także zajął się oskarżeniami pod adresem konkurenta ripostując, że rząd PiS był specjalistą od planów niezrealizowanych. W odniesieniu do rynku pracy dla młodych ludzi zaznaczył, że jeżeli wyrównamy w Polsce poziom życia z krajami zachodnimi, to młodzi ludzie pozostaną w kraju.

Jarosław Kaczyński prawie każdą swoją wypowiedź zaczynał od weryfikowania wypowiedzi kandydata PO z poprzedniej debaty. Zarzucił mu nieustanny blef zamiast mówienia prawdy jednocześnie wskazując na zasługi rządu PiS.

Debata przesiąknięta była ciągłym obrażaniem konkurenta i wzajemnymi pretensjami. Czuć było rosnące napięcie, czasami wręcz wrogość i agresję. 
Największą porażką środowej debaty były jednak odpowiedzi na pytania związane z gospodarką. Kandydaci nie odpowiadali na pytania, skupiając się na innych kwestiach, które różnią rząd PiS i PO.

W tym bloku tematycznym kandydat PiS zarzucił, że „przyjazne państwo” to tylko reklama Palikota. Natomiast jego rząd obniżył podatki i deficyt, jednak wszystko powtórnie zniszczył rząd PO. W podsumowaniu wymienił to, co chce zmienić:

  • stworzyć odważną ustawę o swobodzie działalności gospodarczej
  • poprawić jakoś polskiego prawa
  • zbudować infrastrukturę na czele z autostradami 

Na końcu ponownie dodał, że obecny wzrost gospodarczy to zasługa jego rządu. Wyliczył również błędy Bronisława Komorowskiego. 

Z kolei kandydat PO zwrócił uwagę, że należy obniżyć deficyt budżetowy, ale nie kosztem zwiększenia podatków. Proponuje zwiększenie wieku emerytalnego - dłużej pracować mieliby jednak tylko Ci, którzy zgodzą się na to dobrowolnie i będą chcieli mieć wyższe emerytury. Rządowi PiS zarzucił natomiast, że uprawiał i nadal uprawia kłamstwo prywatyzacyjne siejąc w ludziach strach. Zwrócił również uwagę na fakt, że Polska jest w Europie fenomenem i trzeba zrobić wszystko aby obronić wzrost gospodarczy. Wskazał, że rząd PO obronił Polskę przed kryzysem i nadal to będzie robił.

Z każdą minutą debata nabierała ostrości. Wyczuć można było nawet obłudę: kandydaci wielokrotnie proponowali sobie współpracę i chęć zgody, jednocześnie kłócąc się i zarzucając sobie kłamstwa. Jarosław Kaczyński sprawiał wrażenie, jakby jego głównym zadaniem w tej debacie było atakowanie Bronisława Komorowskiego i wytykaniu mu jego błędów. Trzeba mu przyznać, że był do tego dobrze przygotowany. Kandydat PO zajął się z kolei kontratakiem i odpieraniem zarzutów. 

Jedno jest pewne, każdy kto liczył na merytoryczną debatę kandydatów na Prezydenta RP nie może czuć się usatysfakcjonowany. Obejrzał za to dwóch kandydatów zapewniających o chęci zgody i porozumienia, którzy chyba nie do końca zdają sobie sprawę co te słowa w rzeczywistości znaczą.

4 lipca 2010 roku Polacy nie będą mieli łatwego zadania. Będą musieli wybrać między jednym kandydatem, który mówi o potrzebie prezydentury współpracy, która będzie ponad partiami, a drugim chcącym jednoczyć naród. W obu jednak przypadkach swoimi czynami nie dają temu przykładu.

Barbara Sielicka
Bankier.pl

Źródło: Bankier.pl
Komentarze:

Brak komentarzy...

Napisz swój komentarz


Za treść komentarzy odpowiadają ich autorzy