Znajdź firmę

-
Nazwa
Miejscowość  
 
  » zaawansowane
  • Szukaj:
szukaj

Najpopularniejsze

-

firma wiarygodna finansowo
Licencja na zaufanie - Certyfikat Firmy Wiarygodnej Finansowo
Jeżeli celujesz w zaufanie kontrahentów, pokaż się z wiarygodnej strony. Zdobądź Certyfikat i dołącz do grona solidnych przedsiębiorców z zasadami.

reklama 

Polecamy

-
Załóż sklep internetowy i zarabiaj Wypełnij e-wniosek EDG-1 Wypełnij e-wniosek VAT-R Gazeta Podatkowa

Masz firmę?
Masz kredyt do 3 mln zł, bez zaświadczeń.
Sprawdź!

reklama

Wiadomości - Czytaj codzienny przegląd prasy

Tradycja z ekologią

08:00 03.07.2010

Trzydzieści kilometrów na zachód od Olsztyna leży niewielka miejscowość turystyczna Łukta, gdzie od trzech lat działa mała, ekologiczna mleczarnia Eko-Łukta.

Historia przedsiębiorstwa jest krótka, gdyż firma działająca na tym terenie powstała w połowie 2007 roku. Została wówczas zawiązana spółka z o.o. celem zakupienia majątku upadłej mleczarni "Łuk-Mił" sp. z o.o., która działała do sierpnia 2006 roku. Od listopada 2007 roku rozpoczęto prace zmierzające do ponownego uruchomienia zakładu i po otrzymaniu zezwolenia od służb weterynaryjnych pierwsza produkcja ruszyła pod koniec stycznia 2008 roku. Firma uzyskała certyfikat ekologiczny w lutym 2008 roku.

Idea

- W branży mleczarskiej pracuję kilkanaście lat i w pewnym momencie zacząłem szukać czegoś innego, nowego. Uważam, że nie chodzi o to, aby dostarczyć konsumentom kolejny ser gouda czy następny jogurt o nowym smaku, bo w tę stronę szły wszelkie innowacje. W ten sposób zainteresowałem się ekologią. Doszedłem do wniosku, że tego w Polsce nie ma i że konsumenci tego potrzebują - mówi Robert Saluda, prezes spółki Eko-Łukta.

Celem firmy od początku było podjęcie produkcji ekologicznej, co w Polsce jest cały czas koncepcją niszową. W 2007 i 2008 roku ekologiczne produkty mleczarskie były bardzo trudno dostępne na polskim rynku. - Tak naprawdę do momentu podjęcia przez nas produkcji, mleczarskie produkty ekologiczne, które pojawiały się w sklepach ze zdrową czy ekologiczną żywnością , były wytwarzane tylko przez duże gospodarstwa.

Sklepy w Warszawie były zaopatrywane przez rolników z okolic Warszawy, sklepy z Gdańska przez gospodarstwa z okolic Trójmiasta itd. - mówi Robert Saluda.

- Było kilka czynników, które sprawiły, że zdecydowaliśmy się na profil ekologiczny.

Po pierwsze analiza rynków krajów zachodnich, gdzie żywność ekologiczna weszła na półki 15-20 lat temu i w tej chwili jest to segment rynku, bez którego żaden sklep nie jest w stanie zapewnić klientom odpowiedniej oferty asortymentowej. Tam żywność ekologiczna przestała być niszą. Naszą decyzję oparliśmy na założeniu, że jesteśmy na podobnej drodze i że ta żywność też zostanie w Polsce zaakceptowana - twierdzi prezes Saluda.

Jego zdaniem, na zachodzie Europy konsumentom wystarcza sam znaczek, że dana żywność jest ekologiczna, produkt nie musi mieć nawet innego smaku.

W opinii szefa mleczarni z Łukty, tam ważna jest sama idea ekologii, smak i jakość produktu nie są najważniejsze. - Ze względu na małą świadomość odbiorców, postawiliśmy także na wyjątkowy smak i tradycyjne polskie produkty. Po drugie, oprócz ekologii zwracaliśmy także uwagę na jakość tych produktów, która musi być bez zarzutu. Klient musi dojść do wniosku, że kupuje coś innego, coś co zdecydowanie się różni od produktów masowych, od tego co kupował do tej pory. Chcemy, aby konsument mógł spróbować i samemu dostrzec różnicę, ocenić i wybrać. Naszym celem jest sprawić, aby ludzie mieli możliwość świadomego wyboru.

Taka jest filozofia firmy i to chcemy wprowadzać w życie. Idziemy w kierunku połączenia ekologii z tradycją.

Dlatego położyliśmy nacisk na produkty tradycyjnie polskie: masło, zsiadłe mleko, twaróg - mówi prezes spółki.

Zakład

Majątek upadłej firmy Łuk-Mił przejął syndyk i w listopadzie 2007 roku został on kupiony przez nowo zawiązaną spółkę Mleczarnia Eko-Łukta. Ponieważ zakład stał nieczynny przez półtora roku, wymagał generalnego remontu. Po trzech miesiącach intensywnych prac został przyjęty przez inspekcję weterynaryjną, następnie w lutym 2008 r. uzyskał certyfikat uprawniający do znakowania produktów oznaczeniem żywności ekologicznej.

Obecnie miesięcznie zakład produkuje około 30-35 ton wyrobów. Z tego największą część stanowią twarogi, około 12 ton. Jest to sztandarowy produkt firmy. Zatrudnionych jest 17 osób. Aby produkty zachowały swój tradycyjny charakter, znaczna część produkcji i pakowania odbywa się ręcznie. Masło jest ręcznie ważone i formowane w osełki, podobnie twarogi są ręcznie krojone i pakowane. - Tak naprawdę byliśmy pierwszą mleczarnią, która rozpoczęła produkcję żywności ekologicznej na skalę przemysłową. W tej chwili jesteśmy jedyną mleczarnią zdecydowanie sprofilowaną na produkcję ekologiczną, która dysponuje tak szerokim asortymentem, bo mamy 14 różnych, certyfikowanych produktów - mówi Robert Saluda.

Rynek

Produkty z Eko-Łukty są droższe o około 50 proc. od tzw. konwencjonalnych. - Jest to cena dosyć wysoka, stąd nasze produkty mieszczą się w segmencie premium.

Dlatego też wchodząc na rynek, zaczynaliśmy od sklepów specjalistycznych, do których przychodzą klienci szukający tego typu produktów, kolejnym krokiem były sieci delikatesów, gdzie też jest duża liczba klientów szukających czegoś więcej.

W miarę upływu czasu i rozwoju naszej oferty okazało się, że możemy sprzedawać nasze produkty w super i hipermarketach, gdyż tam także są klienci szukający takich produktów. Zatem cały czas rozszerzamy dystrybucję - podkreśla prezes spółki.

Obecnie największa część sprzedaży firmy jest realizowana za pośrednictwem sieci handlowych - łącznie z sieciami delikatesów. Tą drogą sprzedawane jest około 70-80 proc. produkcji. Celem firmy jest, aby żywność ekologiczna trafiła do masowego klienta, a, zdaniem prezesa Saludy, innej drogi niż sieci handlowe nie ma. Dlatego też na ten kanał dystrybucji kładziony jest przez firmę największy nacisk i z tym rynkiem wiązane są spore nadzieje. Na rynku lokalnym spółka sprzedaje tylko około 1 proc. swoich wyrobów. Reszta trafia do dużych miast w całej Polsce. Najważniejszymi klientami kupującymi żywność ekologiczną są matki z małymi dziećmi, a także ludzie starsi, którzy muszą szczególnie dbać o zdrowie.

- Współpraca z sieciami handlowymi układa się bardzo dobrze. Trafiliśmy na odpowiedni moment, w którym sieci handlowe dostrzegły konieczność rozszerzenia swojej oferty o żywność ekologiczną, wyższej jakości. Myślę, że chcą w ten sposób pozyskać klientów bardziej świadomych i bardziej zasobnych. Stąd nasza oferta została przyjęta bardzo pozytywnie przez sieci - mówi Robert Saluda.

Jego zdaniem, najtrudniejszą sprawą dla polskiego mleczarstwa jest to, że sytuacja jest mało stabilna. Wydało się, po wejściu do Unii Europejskiej, biorąc pod uwagę wszelkie reguły rządzące rynkiem unijnym, że sytuacja rynkowa będzie bardziej przewidywalna. Tymczasem koniunktura zmienia się rok do roku, lub nawet półrocze do półrocza i trudno przewidzieć, jakie będą ceny surowca, ceny produktów w perspektywie dłuższej niż trzy miesiące. - To bardzo utrudnia działalność.

My, pomimo że działamy na rynku specyficznym, nadal jesteśmy bardzo związani z rynkiem konwencjonalnym.

Nasze ceny nie mogą zbytnio odbiegać od cen produktów konwencjonalnych, ponieważ to grozi nam zmniejszeniem liczby klientów. Stąd te wszystkie problemy, które dotykają producentów czy przetwórców konwencjonalnych, dotyczą także nas - podkreśla prezes.

Ogranicza nas brak surowca

Możliwości produkcyjne przedsiębiorstwa są wykorzystywane w 30 proc. Rozwój wstrzymuje ograniczona baza surowcowa. Zdaniem prezesa Saludy, najtrudniejszą rzeczą jest pozyskanie dostawców mających certyfikat ekologiczny.

Podkreśla jednak, że w okolicy są rolnicy będący w trakcie przestawiania swojej produkcji na ekologiczną. Nie jest to jednak proces ani łatwy, ani szybki, gdyż trwa przynajmniej dwa lata. Zainteresowanie jest coraz większe, głównie z powodów ekonomicznych. Za surowiec z certyfikowanego gospodarstwa producenci mleka otrzymują średnio 20-30 proc. więcej niż za konwencjonalny.

Produkcja ekologiczna jest trochę droższa, przede wszystkim ze względu na mniejszą wydajność. Z drugiej jednak strony np. drożejące nawozy, nie dotykają gospodarstw certyfikowanych.

Na dziś oprócz mleczarni z Łukty działają cztery zakłady mleczarskie, które mają certyfikat żywności ekologicznej.

Nie są znaczącą konkurencją dla firmy z Łukty. Produkują z reguły jeden lub dwa produkty, zazwyczaj na rynek lokalny lub do specjalistycznych sklepów.

- Podejrzewam, że także mają podobne kłopoty z pozyskaniem surowca. Jedyną poważną konkurencją jest czeska Olma, która bardzo prężnie działa na polskim rynku i od zeszłego roku przeprowadziła dosyć szybką ekspansję. Jest to firma, która na rynku czeskim ma bardzo silną pozycję, a teraz konsekwentnie zdobywa rynek polski. Na szczęście specjalizują się w jogurtach, więc nie uderzają w pozostałe nasze produkty. Na dziś to jest nasz jedyny konkurent jeśli chodzi o skalę całego kraju - mówi prezes Eko-Łukty.

Kolejnym dużym problemem, z jakim muszą się zmagać ekoproducenci, jest niska świadomość konsumentów, którzy nie wierzą w certyfikaty. W krajach zachodnich żywność ekologiczna została przyjęta przez konsumentów, ponieważ od początku była prowadzona ogromna akcja informacyjna i uświadamiająca, co to jest żywność ekologiczna i czym się różni od konwencjonalnej. Tam za pieniądze państwowe były prowadzone akcje, w szkołach, przedszkolach, na uniwersytetach czy na stołówkach. Wszędzie gdzie była wprowadzana żywność ekologiczna, towarzyszyła jej informacja na ten temat.

Chcąc przyczynić się także do zwiększenia świadomości polskich konsumentów i propagowania żywności ekologicznej, Eko-Łukta złożyła wniosek na dotację na promocję regionalnych produktów ekologicznych w ramach regionalnego programu operacyjnego. W tej chwili czeka na rozpatrzenie wniosku, który opiewa na sumę miliona złotych.

Po dwóch latach działalności Eko-Łukta jest nadal na początku drogi rozwoju. Wielu potencjalnych klientów czy partnerów handlowych nie przekonało się do produktów ekologicznych. - Nie jesteśmy jeszcze na półkach wszystkich sklepów, w których byśmy chcieli. Oczywiście nie zakładamy, że będziemy wszędzie i nie to jest naszym celem. Nie pozwalają nam na to ani możliwości produkcyjne, ani surowcowe, ale w wybranych sklepach, czyli super i hipermarketach, a także w większych sklepach delikatesowych chcielibyśmy być w całej Polsce. To jest nasz cel na najbliższe dwa lata. Drugim celem jest ciągłe rozwijanie oferty produktów, aby naszą propozycję urozmaicić i aby naszym klientom dostarczyć produkty ekologiczne w różnych segmentach rynku mleczarskiego - puentuje Robert Saluda.

Roman Wieczorkiewicz
Źródło: Rynek Spożywczy
Komentarze:

Brak komentarzy...

Napisz swój komentarz


Za treść komentarzy odpowiadają ich autorzy