Znajdź firmę

-
Nazwa
Miejscowość  
 
  » zaawansowane
  • Szukaj:
szukaj

Najpopularniejsze

-

firma wiarygodna finansowo
Licencja na zaufanie - Certyfikat Firmy Wiarygodnej Finansowo
Jeżeli celujesz w zaufanie kontrahentów, pokaż się z wiarygodnej strony. Zdobądź Certyfikat i dołącz do grona solidnych przedsiębiorców z zasadami.

reklama 

Polecamy

-
Załóż sklep internetowy i zarabiaj Wypełnij e-wniosek EDG-1 Wypełnij e-wniosek VAT-R Gazeta Podatkowa

Masz firmę?
Masz kredyt do 3 mln zł, bez zaświadczeń.
Sprawdź!

reklama

Wiadomości - Czytaj codzienny przegląd prasy

Domeny z papieru

19:06 03.09.2010

Czy NASK walczy z informatyzacją? Sporna od wielu lat kwestia cesji domen doczekała się wykładni prawnej w duchu minionej epoki ustrojowej. Jednak nie wszyscy rejestratorzy domen zamierzają podporządkować się archaicznej interpretacji przepisów

Wydawało się, że temat papierowej cesji odchodzi do lamusa. W ubiegłym roku podczas zlotu inwestorów domenowych „MeetDomainers 2009” większość uczestników spotkania uznała problem za rozdmuchany. Niedawne oświadczenie Kierownika Działu Domen NASK, Artura Piechockiego, o nielegalności cesji dokonanej drogą elektroniczną dowodzi jednak, że było to myślenie życzeniowe. Jeśli wypowiedź Piechockiego potraktować jako wykładnię przepisów, trzeba się liczyć z tym, że nawet kilkaset tysięcy transakcji domenowych może być uznanych za niezgodne z prawem.

O co tyle hałasu?

Cesja domeny to po prostu zmiana jej abonenta. Najczęściej dochodzi do niej w wyniku transakcji kupna-sprzedaży. Nowym dysponentem adresu internetowego staje się wówczas inna osoba fizyczna lub prawna. Cesja ma miejsce również w przypadku zmiany statusu abonenta z osoby fizycznej na prawną. Niektórzy rejestratorzy domen od lat dopuszczają możliwość przeprowadzenia cesji elektronicznej. W wersji najprostszej - gdy nowy abonent nie przenosi nazwy do innego rejestratora - polega ona na przeniesieniu adresu internetowego do innego konta. Jeśli natomiast nabywca decyduje się na transfer domeny, dotychczasowy abonent udostępnia mu kod AuthInfo. Procedurę wieńczy kliknięcie w link potwierdzający przeniesienie nazwy wysłany przez NASK. Bułka z masłem? Owszem, ale zdaniem niektórych - nielegalna. Piechocki w gruncie rzeczy przychylił się do opinii największych rejestratorów domen, którzy gorliwie bronią sformalizowanego trybu cesji adresów internetowych i atakują uproszczone rozwiązania jako niezgodne z prawem. Przykładowo, największy gracz na rynku adresów internetowych, firma Nazwa.pl, w celu dokonania cesji domeny wymaga drukowanego wniosku opatrzonego podpisem i dokumentów tożsamości aktualnego oraz przyszłego abonenta domeny (w przypadku osób fizycznych: notarialnego potwierdzenia podpisu lub kserokopii dowodu tożsamości). Od firm wymagany jest wyciąg z KRS, zaświadczenie o wpisie do ewidencji działalności gospodarczej oraz zaświadczenie o nadaniu numeru REGON. Domainerzy są zgodni: nie chodzi tu o upodobanie do literatury Franza Kafki, tylko względy biznesowe. - Duże firmy obstające za skomplikowaną cesją po prostu chcą na siłę zatrzymać u siebie abonentów. Zamiast oferować lepsze warunki usługi, wolą piętrzyć trudności - uważa Michał Mazur z AfterMarket.pl.

Kto czyta, nie błądzi

Osoby zainteresowane domenami wyłącznie w celach użytkowych mogą uznać głos Piechockiego w sprawie papierowej cesji za rozstrzygający. Większość inwestorów domenowych nie zgadza się jednak na taką interpretację przepisów. Domainerzy powołują się na art. 511 Kodeksu cywilnego, który mówi: „Jeżeli wierzytelność jest stwierdzona pismem, przelew tej wierzytelności powinien być również pismem stwierdzony”. Sęk w tym, że w przypadku cesji ten warunek nie jest spełniony. Abonent, jako wierzyciel, któremu usługę utrzymania domeny świadczy NASK, nie podpisuje z NASK żadnej umowy w formie papierowej - wszystkie formalności odbywają się drogą elektroniczną. Ponadto w wyniku cesji nie zmienia się dłużnik, czyli podmiot dostarczający usługę, a jedynie wierzyciel. Dyskutanci na forum domainerów Di.pl zwracają jednak uwagę, że przypisanie abonentowi roli wierzyciela, a NASK roli dłużnika nie jest oparte na jednoznacznych kryteriach. W takiej sytuacji ostatecznym zabezpieczeniem interesów zarówno rejestratora, jak i abonenta okazuje się... prawo zagraniczne. Przykładem jest lider wtórnego rynku domen, a zarazem rejestrator - firma AfterMarket.pl, która ma swoją siedzibę na Cyprze. Relacje AfterMarket.pl z NASK reguluje co prawda polski Kodeks cywilny, ale stosunki tego rejestratora z klientami nie są objęte ograniczeniami podobnymi do tych, które obowiązują m.in. firmę Nazwa.pl - zdaniem jej własnych przedstawicieli. W przypadku AfterMarket.pl interpretacja przepisów sformułowana przez Piechockiego nie ma więc zastosowania, a cesje domen nie są narażone na unieważnienie. Ale czy można to uznać za satysfakcjonujące rozwiązanie dla rynku domen? Przecież nie chodzi o to, żeby toczyć żmudne potyczki z absurdalnymi przepisami, ale efektywnie dostosować te ostatnie do wymogów życia. Najwyraźniej polskim ustawodawcom nie przeszkadza fakt, że coraz mniej polskich rejestratorów płaci podatki nad Wisłą, bo lepsze warunki do prowadzenia biznesu oferują Delaware (USA) czy Cypr.

Przemysław Ćwik

Komentarze:

Brak komentarzy...

Napisz swój komentarz


Za treść komentarzy odpowiadają ich autorzy