Wielokrotnie pisałem o skuteczności i sensowności (choć częściej o nieskuteczności i bezsensowności) prognoz, szczególnie odnoszących się do wydarzeń w dalszej przyszłości. W wielu przypadkach chodzi o prognozowanie zdarzeń na rynkach finansowych, ale nie tylko. Ze zniecierpliwieniem czekam aż Tomek Zaleśkiewicz (SWPS) opublikuje wyniki swoich badań dotyczących prognozowania zdarzeń rynkowych przez różnego rodzaju grupy zawodowe, tymczasem robiąc porządki we własnych tekstach, znalazłem materiał sprzed niemal dokładnie 10 lat, dotyczący prognozy za 10 lat.Choć nie chodzi o zdarzenia rynkowe myślę, że warto spojrzeć na to zjawisko właśnie w kontekście rynku, gdzie prognozowanie dla wielu wydaje się najważniejszą kwestią w działaniu na rynku.
Tekst opublikowany w listopadzie 2000 w Gazecie Giełdy Parkiet pt.”Zawody przyszłości” dotyczył przewidywanego popytu na pracę do roku 2010 w Polsce. Prognozę opublikował „Międzyresortowy Zespół do Prognozowania Popytu na Pracę”. Pozwolę sobie zacytować fragment: „Na trzech pierwszych miejscach znajdują się kierownicy małych i średnich zakładów pracy, sprzedawcy i demonstratorzy, pracownicy ds. finansowych i statystycznych. W drugiej dziesiątce są m.in. pielęgniarki i położne oraz gońcy, bagażowi i portierzy. W trzeciej – technicy, personel obsługi komputerów (!), prawnicy, operatorzy sprzętu optycznego i elektronicznego. W czwartej dziesiątce między fizykami i chemikami a policjantami znaleźli się informatycy (!), dyrektorzy generalni i prezesi znaleźli się tuż za średnim personelem ochrony zdrowia.”