W opinii większości społeczeństwa hakerzy są stawiani na równi z przestępcami. Niektórzy z nich sobie na to solidnie zapracowali, włamując się do rządowych komputerów lub paraliżując domeny internetowe wielkich korporacji. Mimo to warto przyjrzeć się działalności hakerów, a powody są dwa. Po pierwsze, działają oni w warunkach finansowych i organizacyjnych całkowicie odmiennych od tego do czego jest przyzwyczajony profesjonalny biznes - i realizują swoje cele dość skutecznie. Po drugie, hakerskie rozumienie zależności między technologią a społeczeństwem i pojedynczymi użytkownikami jest wysoce proklientowskie pomimo braku formalnych programów lojalnościowych, badań fokusowych lub ankiet konsumenckich. Jak oni to robią - to cenna inspiracja, zwłaszcza w okresie powszechnego obniżenia wydatków w budżetach firm i dążenia do zwiększenia wydajności pracy i zainwestowanego kapitału. Jak oni to robią?
Trzy poziomy kontaktu z klientem w branży technologii (również w social media)
Wśród kultur młodzieżowych związanych z komputerami można wyróżnić trzy stopnie zaawansowania użytkowników technologii. Poziom pierwszy, najbardziej powszechny, to „hanging out” - polega na wykorzystywaniu mediów do podtrzymywania relacji społecznych: wymiany poglądów, dyskusji, udostępnianiu znalezionych treści. Poziom numer dwa to „messing around” - wiąże się z bardziej zaawansowanym użyciem technologii, polegającym na eksperymentowaniu z mediami i ich treścią. Może to być np. umieszczanie własnych filmów i remiksów muzycznych w YouTube, prezentacji w SlideShare czy infografik w CoolInfographics. Prowadzenie bloga też mieści się na tym poziomie - ponieważ wymaga od autora zaawansowanego operowania słowem, strategicznego doboru tematów, promocji bloga, kontaktu z czytelnikami itp. W końcu poziom najbardziej zaawansowany czyli „geeking out” - na tym poziomie użytkownicy technologii poświęcają swój zapał, czas i zdolności do zdobycia eksperckich kompetencji w jej obsłudze. Status ten niekoniecznie wynika z dyplomów ukończonych szkoleń, lecz z realnych osiągnięć i uznania przez istniejące już eksperckie, często globalne, sieci innych twórców, komentatorów i odbiorców.
Jak budować społeczność?
Kiedy zaczynasz budować społeczność, musisz być w stanie zaprezentować przekonującą obietnicę. Twój program nie musi działać szczególnie dobrze. Może być prymitywny, najeżony defektami, niepełny i wyposażony w kiepską dokumentację. Jedyne, w czym nie może zawieść, to po pierwsze - działanie, dostarczanie konkretnych efektów, a po drugie - przekonanie potencjalnych współprogramistów, że w dającej się przewidzieć przyszłości może zostać rozwinięty w coś naprawdę świetnego.
Jasno widać, że wymaga to rzadkiego talentu przywódczego, który przejawia się w łączeniu przeciwstawnych zachowań: bezwzględnego skupienia na celach i gotowości odrzucenia, poświęcenia lub zaprzeczenia wszystkiemu co od tych celów odciąga, oraz komunikowania wizji przyszłości i nieustannego dawania dowodów że wszystko idzie w dobrym kierunku.
Społeczności nie da się zbudować samą technologią, ani też korporacyjnym obliczem rodem z profilu FB. Musi to być konkretna twarz człowieka - tym lepiej, jeśli jest ona zmęczona całonocnym maratonem kodowania. Takie właśnie wyzwanie stoi teraz przed Artem Levinsonem, szefem Apple'a.
Rozwiązanie dylematu - pierwsze było jajko czy kura?
Każda nowa technologia - a mówiąc szerzej: rozwiązanie wymagające jakichkolwiek zasobów - jest wprowadzana na rynek z pewnym ryzykiem. Nigdy nie wiadomo z góry jakie technologie zyskają społeczne uznanie. Dlatego trzeba je po prostu przedstawić użytkownikom i dążyć do jak najszybszego upowszechnienia (korzystając np. z rozwiązania copyleftu). Gdy rozwiązanie upowszechni się, zaczyna odgrywać determinujący wpływ na sposób w jaki użytkownicy korzystają z danego zasobu. W przypadku informacji, upowszechnienie przeglądarki Google zmieniło sposób wyszukiwania informacji przez ludzi. Zmiana taka może być bardzo silna - pewien znany badacz technologii teleinformatycznych przekonywał na łamach „The Atlantic”, że Google przekształca internautów w głupków.
Ogólne rozwiązanie dylematu brzmi więc: najpierw wprowadza się narzędzie, potem dzięki niemu uzyskuje się oczekiwany cel np. zmianę zachowań.
Jeśli więc twoim celem jest jajko na jajecznicę, to narzędziem do jego uzyskania jest kura - kura więc była pierwsza. Jeśli zależy ci na kurze do rosołu, to narzędziem jest jajko - jajko więc było pierwsze.
Jak walczyć z obezwładniającym systemem - lub z przytłaczającym liderem rynku?
Hakerzy mają świadomość, że upowszechnione technologie determinują wiele ludzkich zachowań: jedne umożliwiają, inne ograniczają, a jeszcze inne całkowicie eliminują. Determinizmowi temu przeciwstawiają się, interweniując w systemie. Interwencje te mogą polegać na kompromitowaniu dominujących rozwiązań przez wykazywanie istniejących w nich luk, słabości i zagrożeń dla bezpieczeństwa użytkowników. Nie walczą otwarcie, rzucając rewolucyjne wyzwanie i wchodząc na barykady. Hack - interwencja - nie zmienia istoty systemu, a modyfikuje jego zewnętrzne efekty. Techniczna zmiana w systemie, jeśli w ogóle zachodzi, występuje lokalnie i nie jest łatwa do wykrycia standardowymi procedurami np. haker instaluje w jednej budce telefonicznej rozwiązanie dzięki któremu dzwoni za darmo. W dodatku hack może zmienić istniejący wpływ technologii na ludzi - nawet jeśli zostanie wykryty i zlikwidowany, to wiedza o nim pozostaje w społeczności osób zainteresowanych.
Siedem fundamentów sukcesu w biznesie
Jeśli przyjąć hakerstwo za przejaw nowego podejścia do filozofii biznesu, a hakerów za reprezentantów nowej etyki pracy, to jakie wartości tworzą sukces tego podejścia? Siedem wartości jest kluczowych: pasja (zaangażowanie i chęć sukcesu), wolność (wybór projektów do realizacji), wartość społeczna (wynikające z organizacyjnej misji ulepszanie świata), otwartość (chęć do nauki, przyjmowanie krytyki, współpraca z innymi), aktywność (skupienie na wytwarzaniu efektów zamiast na przesadzonym planowaniu i nic nie wnoszących spotkaniach), troska (lojalność względem własnej grupy, gotowość pomocy) i kreatywność (która jest największą wartością - ustawiczne pokonywanie barier użyteczności, przyzwyczajeń i celów uznawanych za możliwe do realizacji).
Po pierwsze, hm, ludzie
Jeden z rodzajów hakerskiej interwencji polega na wykorzystaniu faktu, że systemy technologiczne nieustannie wchodzą w interakcje z ludźmi. Interwencja ta nosi nazwę „inżynierii społecznej”, a jej odmiany są znane od dawna: „kantowanie”, „oszustwo”, „naciąganie”, stosowanie wybiegów, odwrócenia uwagi, podstępu w celu skłonienia człowieka do przekazania informacji. Kryje się za tym następująca logika: po co trudzić się przeprowadzaniem skomplikowanego ataku SQL, kiedy można do kogoś zadzwonić, podać się za rozwiązującego krytyczny problem informatyka i skłonić osobę po drugiej stronie linii do przekazania ważnej nazwy użytkownika i hasła? Istnieje wiele takich ataków inżynierii społecznej na przykład podglądanie „kątem oka” (shouldersurfing) i zapamiętywanie szczegółów w miarę ich wpisywania. Innym przykładem jest podawanie się za obsługę techniczną, kiedy kraker wykorzystuje swoją wiedzę techniczną, by przekonać pracownika firmy, że on sam również dla niej pracuje.
Pracownicy muszą więc dokładnie wiedzieć jakie dane mogą podać, a jakich nie. Które odzywki są manipulacją i socjotechnicznym wybiegiem, a które nie są. Nie można złożyć tego na karb „rozsądku dorosłego człowieka” - bo ludzie dorośli biorą pożyczki których nie są w stanie spłacić i jeżdżą samochodem po alkoholu. Na pracodawcy spoczywa obowiązek, aby wyszkolić pracowników w tym zakresie, a potem traktować ich z szacunkiem żeby nie mieli wymówek do popełniania błędów.
Inspiracją tekstu jest książka „Hakerstwo” Tima Jordana (Wydawnictwo Naukowe PWN, 2011). Znajdziesz w niej wiele ciekawych analiz zjawiska hakerstwa, wolnego oprogramowania, cyberprzestępczości i społeczeństwa dla którego komputer jest naturalnym narzędziem pracy i rozrywki - a także ciekawe anegdoty związane ze słynnymi włamaniami do komputerów, porachunkami hakerów i działalnością osób znanych w biznesie technologii komputerowej. Książkę znajdziesz w księgarni www.ksiegarnia.pwn.pl. Wykorzystanie za wiedzą Wydawcy. dla Wydawnictwa Naukowego PWN
Mariusz Ludwiński